Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
Blog > Komentarze do wpisu

Egipcjanin jedzie do Tunezji

Trochę nie wiedziałam, jak opisać Wam to, czym się jakiś czas temu zajmowaliśmy, żeby nie zdradzić zbyt wiele, a jednocześnie przekazać nowiny :). Więcej szczegółów będzie później, ale na razie chcę się skromnie pochwalić! :) - Edit: jedziemy do Tunezji, teraz już mogę się przyznać :).

Jeszcze jesienią zeszłego roku postanowiliśmy, że za rok wybierzemy się na wakacje do ciepłego kraju. Byliśmy już dwa razy wspólnie w Grecji, co było cudowne, i chcieliśmy powtórzyć taki urlop, tylko w innej destynacji. W końcu decyzja zapadła, kraj naszej planowanej podróży został wybrany - Tunezja - i okazało się, że M. będzie potrzebował wizy turystycznej na taki wyjazd. Oczywiście! On to chyba nigdzie bez wizy się nie ruszy. Żartuję, bo przecież bez przeszkód może jeździć do państw strefy Schengen oraz do kilku (nastu?) krajów egzotycznych. W każdym razie ten urlop postanowiliśmy spędzić w innym miejscu, także trzeba było uruchomić procedurę wizową.

Skontaktowałam się z Ambasadą Tunezji mailowo, po jakichś dwóch tygodniach dostałam odpowiedź z załączonym wnioskiem wizowym. Wniosek wydrukowaliśmy, wypełniliśmy (tzn. ja go wypełniałam, jak zwykle ;)), był krótki bo dwustronicowy, do tego dołączyliśmy jedno zdjęcie jak do dowodu osobistego i kopię rezerwacji z biura podróży. A tak - bo my takie cepry, z biurem podróży jedziemy.

M. pojechał do Ambasady, złożył dokumenty, uiścił opłatę wizową i pani powiedziała, że zadzwonią do niego za dwa-trzy tygodnie. Paszportu nie musiał zostawiać. Telefon był po ponad trzech tygodniach, że wiza została przyznana, ale że należy się po nią zgłosić dopiero w maju lub czerwcu, bo inaczej przeterminuje się do naszego wyjazdu. Grunt, że jest zgoda.

Tak naprawdę cały myk polegał na tym, że najpierw zrobiliśmy rezerwację w biurze podróży, a dopiero później aplikowaliśmy o wizę. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!, jak to powiedziała nam pani w biurze podróży. Ja nie cierpię ryzyka, ale na szczęście mieliśmy spory limit czasowy na bezpłatną zmianę rezerwacji, gdyby jednak z wizą się nie udało. Koniec końców i tak ryzyko było - Ambasada zadzwoniła dosłownie cztery dni po tym terminie bezpłatnych kombinacji w biurze. Na szczęście.

Dlaczego tak późno M. złożył wniosek o wizę? Przecież mógł to zrobić tuż po dokonaniu rezerwacji w biurze podróży, a najlepiej to w ogóle przed rezerwowaniem czegokolwiek? Cóż, po pierwsze, do wniosku wizowego trzeba dołączyć potwierdzenie rezerwacji wczasów. Taka jednodniowa bezpłatna rezerwacja się nie liczy, bo przepada po 24 godzinach, a wniosek wizowy leży w Ambasadzie trzy tygodnie. Po drugie, rezerwację zrobiliśmy dawno, to było takie ekstremalne wręcz first-minute, a w międzyczasie M. planował wyjazd do Egiptu. Nie wiedzieliśmy, czy taka zagraniczna wiza nie zrobi mu jakiegoś kłopotu na egipskich lotniskach. O wizę na nasz urlop postanowiliśmy się ubiegać po jego powrocie z Egiptu.

Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej o wyjeździe Egipcjanina z Polski do Tunezji, to piszcie śmiało na maila :).

Tak swoją drogą, chyba czas skończyć z tym gadaniem "aplikowaliśmy... dołączaliśmy... składaliśmy...". To M. aplikuje, nie ja! :) Ale z tego, co się zorientowałam, to taka globalna, a w każdym razie ogólnopolska tendencja językowa.

Co poza tym? Nastała wiosna, temperatury oscylujące wokół 25 stopni na plusie, a raptem trzy tygodnie temu było minus sześć. Rzadko choruję, ale teraz nadszedł ten moment. Był katar, jest kaszel. Piękna pogoda za oknem, w niedzielę siedziałam w słońcu na balkonie, a tutaj takie przeziębienie. Podobno wszyscy teraz chorują, trzeba być twardym. Jeśli jeszcze Was nie złapało (tak właśnie, jeszcze), to nie rezygnujcie z witamin i leków osłonowych, które braliście w zimie. Ja je brałam w marcu, potem odstawiłam tylko na tydzień, bo co to nie ja, i od razu przyszło choróbsko. Natomiast chora kobieta to nie chory mężczyzna, także działamy normalnie, biorę lekarstwa i piję litry gorących naparów i jakoś to będzie :).

wtorek, 10 kwietnia 2018, lamalaa

Polecane wpisy

  • Egipcjanin na wakacjach w Tunezji

    Podobno tylko dwie rzeczy w życiu są pewne, śmierć i podatki. Ja do tego dodałabym jeszcze fakt, że wszystko co dobre, zdecydowanie za szybko się kończy ;). Par

  • M. wrócił do Polski

    Wpuścili go z powrotem ;). Po dwóch tygodniach pobytu w rodzinnym mieście w Egipcie M. zgodnie z planem wrócił do Polski. Mieliśmy oboje sporo obaw związanych z

  • Opowieści z Egiptu

    Pierwsze, ogólne sygnały z Egiptu. Przede wszystkim, da się rozmawiać głosowo przez Messengera. Połączenie tnie się trochę mniej niż przed laty, na jedną dłuższ

Komentarze
2018/04/10 17:39:23
Ja mam tylko witaminę C, ale nie używam - oszczędzam. Poza tym mam 82 lata i kaszel już chroniczny. Nigdzie się nie wybieram, to co mnie interesuję oglądam na obrazkach. Ale Wam życzę o wiele więcej. - Powodzenia.