Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
wtorek, 24 stycznia 2017

Mamy za sobą nienajlepszy początek roku. Nienajlepszy to w sumie mało powiedziane. Opowiem w skrócie, chociaż może powinnam zatrzymać te wszystkie historie dla siebie. Ale powiem trochę ku przestrodze.

M. biznes się nie udał i musiał go zamknąć. Nie pierwszy i nie ostatni biznes w Warszawie, który padł ;). Szkoda, bo włożyliśmy w niego sporo energii, czasu i pieniędzy. Kto zamykał kiedyś firmę, ten wie, o co chodzi.

Z tej krótkiej, bo tylko trzymiesięcznej działalności wynieśliśmy podstawową lekcję, żeby nigdy więcej nie współpracować z Arabami. Pewnie można trochę parsknąć śmiechem, że odezwał się Arab, ale niestety takie są fakty. Przestrzegali nas inni Egipcjanie, którzy mieszkali trochę poza krajem, że na Arabów za granicą trzeba uważać. Nic Ci nie pomogą, a mogą sporo zaszkodzić. Nie wszyscy tacy są, ale na paru się nadzialiśmy.

M. nie prowadził swojej firmy w żadnej spółce, była to działalność jednoosobowa. Ale współpracował z różnymi ludźmi i najgorzej w tym miejscu wypadają Arabowie. Chodzi oczywiście o pieniądze (a o co innego). Umowy na piśmie nic nie pomagają. Arabowie oszukują, może tak samo jak Polacy, ale jakoś ze strony Polaków nic takiego nas nie spotkało. Przykra prawda! Kochane Czytelniczki, to jest przestroga dla Was, a może też jakaś wskazówka? Wasi partnerzy i mężowie być może chcą przyjechać do Polski. Postarajcie się, by dali lepsze świadectwo swojemu narodowi. Nie sugeruję, że wszyscy są oszustami. Ale też wszyscy ci nierzetelni panowie, których poznaliśmy, mają żony Polki.

Po zamknięciu firmy M. oczywiście zaczął szukać pracy. Można uznać, że wrócił do punktu wyjścia, po dwóch i pół roku pobytu w Polsce. Znalazł szansę na pracę w polskiej firmie, która dopiero się otwiera, więc przepracował tam dwa tygodnie ustawiając lokal i słuchając obietnic o umowie o pracę i spółce w przyszłości, nawet kopie dokumentów wzięli, po czym został zwolniony bez podania przyczyny (w sumie to nie zwolniony, bo obiecanej umowy nie było), nie otrzymał zapłaty za ten czas, został publicznie obrażony on i jego rodzina, w tym ja. Że a to imigrant, że przyjechał do mnie bo leci na kasę (że ja mam kasę???) i tak dalej. Oszczędzę Wam, co jeszcze się tam działo. To chyba łącznie trzecie, a drugie poważniejsze doświadczenie rasistowskie i wyzysk, przy okazji.

Może nie powinnam tego wszystkiego tutaj opisywać, ale dla mnie to też żadna tajemnica, a Was właśnie to najbardziej interesuje. Nie boimy się zawinięcia w hidżab, boimy się problemów z kasą, pracą i czasem jeszcze rasistami. Nidgy nie wiesz, z której strony spotka Cię coś złego. Ja generalnie nie ufam ludziom, ale M. to mocno odchorował, bo jest nauczony szacunku do starszych osób, respektuje europejskie standardy (że papier ma jakąś moc, w sensie), a w Egipcie nikt go nigdy w pracy nie oszukał i tak nie zwymyślał. Nie wiem, jak on jeszcze w ogóle komukolwiek zaufa. Teraz najważniejsze jest znalezienie uczciwej pracy. Znowu.

Taki to nieraz trudny żywot imigranta w Polsce :(.