Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
sobota, 21 listopada 2015

Minęły ponad trzy miesiące, odkąd złożyliśmy wniosek o kolejną kartę pobytu, i jak na razie nie ma żadnej odpowiedzi. Decyzja miała być wydana najpóźniej na początku zeszłego tygodnia, a następnie wysłana pocztą. Ani widu, ani słychu :). Ale to podobno normalne w obecnej sytuacji. Urząd jest dość zajęty, trudno się dziwić.

Tak sobie myślę, że wśród setek tysięcy imigrantów jest kilku terrorystów, jakaś część nie ma żadnych dokumentów, bo je sobie spaliła zapalniczką (być może zapominając, że jakieś odciski palców nadal posiadają), część oczywiście to uczciwi ludzie, którym trzeba pomóc. Gdzie są służby, żeby wszystkich dokładnie sprawdzić i wpuścić tylko tych porządnych, o czystych kartach, bez przestępczej przeszłości? Tam jest naprawdę dużo pracy do zrobienia. Jak widać, coś się mocno nie udało. A chłopaków aplikujących o wizę, uczciwie pracujących po dwanaście godzin dziennie za psie pieniądze, chcących przyjechać do dziewczyny z Europy, trzepie się jak winnego. I prawdopodobnie konkretne problemy z otrzymaniem wizy to się dopiero zaczynają. Oglądam wiadomości i nie podoba mi się świat, w którym się znaleźliśmy.

W obliczu sporych problemów ze znalezieniem pracy M. zaczął realizować swój plan, o którym mówił już dość dawno, a w który ja niespecjalnie wierzyłam. Otwiera własny biznes. Na razie powolutku, chociaż po całych dniach. To już jego kolejny pomysł na własną działalność, tylko tym razem jakoś, odpukać, mu się to udaje :). Może znalazł to, co go naprawdę interesuje i co chciałby robić? Po trzydziestce. Nie wiem, czy to wcześnie, czy późno. Ja jeszcze tego czegoś nie znalazłam.

Robię dla niego kalendarz adwentowy. W tym roku będzie to album ze zdjęciami z naszego ślubu. Taa, oryginalnie ;). Żyjemy tak, jak wszyscy, od weekendu do weekendu. Dużym plusem jest jego kurs języka polskiego, który niedawno ruszył. Jest darmowy w jednej fundacji, dwa razy w tygodniu po półtorej godziny. Sądząc po notatkach i tym, co M. czasem sobie powtarza w rozmowach ze mną, nauczyciel odwala kawał dobrej roboty. Dla mnie to też fajne doświadczenie, poznawać jakieś dziwne fakty o języku polskim i gramatyce. To rzeczywiście ma sens!

Jestem ciekawa, jak tam Wasze sprawy? Jak wizy, pobyty?