Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
środa, 21 listopada 2018

W ostatnim czasie w rodzinie M. miały miejsce dwa spotkania zaręczynowe. Spotkania, w sensie imprezki na ok. 50 osób z kupowaniem sukienek, wieczorami panieńskimi, makijażami, fotografem i siedzeniem na scenie. Zaręczynowe, bo zaręczały się młode kobiety - jedna siostrzenica lat dwadzieścia coś oraz córka kuzynki dziesiątej wody po kisielu, lat siedemnaście (o zgrozo). Znacznie bardziej podobała mi się na zdjęciach ta pierwsza, bo wyglądała bardziej naturalnie, o ile to w ogóle możliwe w egipskiej kosmetycznej estetyce. Naprawdę aż serce boli, jak się widzi tony plastiku nakładane na twarz i ciało nastolatki. Istne morderstwo dla dziewczęcości. Do tego falbankom, cekinom i błyskotkom nie było końca, tu akurat może i lepiej, że tak się ubrała ta młodsza, a nie starsza.

Zaręczyny to dopiero początek, ślubów na horyzoncie na razie nie widać. Najpierw dziewczyny muszą pokończyć szkoły/studia. Nie pierwsze to zdjęcia "zakochanych" egipskich par, które widziałam. Ze wszystkich wieje zażenowaniem, raczej dalekie to od naszych europejskich widoczków. Narzeczeni, ani jedni ani drudzy, nawet nie wzięli się za ręce, tylko szczerzyli do aparatu, siedząc na odległość jakiegoś pół metra od siebie. Od razu rozwieję Wasze obawy, wszyscy Państwo się znają i lubią (o matko! chyba trzeba za to dać na tacę?). Innymi słowy, związki nie zostały zaaranżowane, bo i na cholerę nastolatce aranżować małżeństwo. Podobno do siebie telefonują i gdzieś tam się kiedyś widzieli. Może to tylko ja mam jakieś dziwaczne odruchy, ale nie mogę opędzić się od myśli, jak będzie wyglądała ich noc poślubna za ileś tam lat :))).

Po co siedemnastce zaręczyny?