Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
poniedziałek, 29 grudnia 2014

Tak naprawdę drugie, ale pierwsze w tym samym kraju ;). Parę dni wolnych i nowe doświadczenie w życiu M. - śnieg! Pierwszy raz spędziłam święta z moim partnerem (wcześniej Polak, ale przez wszystkie lata daleki od spędzania Bożego Narodzenia ze mną) i miałam wrażenie, jakby był tu u nas od zawsze. Bez problemu odnalazł się w tej lekko kiczowatej, ale przytulnej atmosferze no i był cenną pomocą. Na Sylwestra nie mamy planów, chyba, że planem można nazwać pieczenie pizzy, jedzenie sushi i oglądanie filmów :)

Śnieg natomiast spotkał się z zachwytem, M. siedział jak urzeczony i gapił się w okno.

Z administracyjnych newsów i ciekawostek, w zeszły poniedziałek zgłosiliśmy się do ratusza w naszej dzielnicy, aby dowiedzieć się, czy M. ma już swój PESEL. Otóż ma - tylko błędny. Wystawili mu na zły rok urodzenia. I zresztą z tą samą błędną datą był zameldowany. Ciapa nie sprawdził, gdy odbierał potwierdzenie czasowego meldunku, mnie wtedy przy tym nie było, ale pomysłowość urzędów mnie zadziwia - jak można zrobić błąd w dacie urodzenia, gdy meldujemy cudzoziemca? Czy meldujemy takie typki w liczbie tysiąca tygodniowo, żeby z rutyny można było się pomylić?

Nowy PESEL ma być wystawiony w terminie dwóch tygodni i podobno mają do nas zadzwonić, gdy będzie gotowy do odbioru.

wtorek, 23 grudnia 2014

Złożyliśmy papiery w Urzędzie Stanu Cywilnego. Mimo wcześniejszych konsultacji w tymże, znowu okazało się, że są rozbieżności w nazwie miejscowości urodzenia M., bo raz piszą jakby Warszawa, a raz Warszawa-mazowieckie i klops. Ale wybrnęliśmy z sytuacji dzięki oświadczeniu, które M. napisał na miejscu po arabsku, a pani tłumacz przetłumaczyła na polski.

Rada i zasada numer jeden, o której ja wcześniej nie wiedziałam, bo i skąd miałam wiedzieć, a Wy nie traćcie niepotrzebnie pieniędzy: do USC idźcie tylko i wyłącznie z tłumaczem języka ojczystego Waszego cudzoziemca! W naszym przypadku niby anglista też mógłby przyjść, ale bez arabisty nie dałoby rady podpisać tych wszystkich papierów. Namnożyło się ich więcej, niż się spodziewałam (nigdy wcześniej nie składałam zapewnienia :P) i bez pomocy arabistki, która zresztą przyjęła rolę trochę takiego negocjatora (mówiąc szczerze, wykłócacza :)) pewnie byśmy tego nie załatwili i trzeba by znowu tłumaczyć dokumenty z arabskiego na polski, znowu brać dzień wolny z pracy, płacić tłumaczowi i Allah wie, co jeszcze. A tutaj mieliśmy szczęście trafić na panią, która sama jest żoną Egipcjanina i doskonale zna ich system, bo problemy dotyczą oczywiście nazwisk i ogólnie egipskiego nazewnictwa.

W przybliżeniu co trzeba ze sobą mieć w urzędzie:

- Twój dowód osobisty
- Twój akt urodzenia (tadam, koniec Twoich dokumentów, chyba, że to kolejne małżeństwo)
- jego paszport
- jego karta pobytu (bo jeśli ma, to pytanie, na jak długo i czy jest zameldowany, a to ostatnie panie sobie znalazły w systemie)
- jego zaświadczenie, że jest kawalerem
- jego oryginalny akt urodzenia po arabsku
- tłumaczenie przysięgłe na polski jego aktu urodzenia (daj Boże dobrego tłumacza)

Na miejscu podpisujecie masę papierków, z deklaracją dotyczącą nazwisk po ślubie i nazwisk dzieci włącznie.

To teraz czas zdementować plotki na temat tego, kto jakie nazwiska może nosić (sprawę załatwialiśmy w jednym z warszawskich USC, nie wiem, czy inne idą bardziej na rękę).

Opcje są trzy:

1. Zostajesz przy swoim nazwisku panieńskim
2. Bierzesz nazwisko podwójne i wtedy do swojego dobierasz jego PIERWSZY człon
3. Bierzesz jego całe miliardoczłonowe nazwisko.

Ja chciałam mieć pojedyncze nazwisko, które jest jego pierwszym, ale tak się, niestety, nie da. Koniec kropka, przynajmniej w tym urzędzie. Dzieci mogą mieć nazwisko albo takie samo jak Ty, albo takie samo jak on. On teoretycznie może przyjąć Twoje nazwisko, ale w Ambasadzie powiedzieli mu, że w Egipcie nie jest to akceptowane i nie dostanie nowego paszportu. Pięknie dziękuję.

Przypuszczam, że sporo zależy od urzędnika i od tego, jak wykonane jest tłumaczenie aktu urodzenia. W otwarte karty rozmawialiśmy z panią kierownik USC (a raczej rozmawiała nasza pani tłumacz), że przyniesiemy nowe tłumaczenie aktu urodzenia, gdzie będzie jak byk, że M. jest Kowalski, a nie Kowalski Nowak Malinowski. Pani kierownik przyznała, że możemy przynieść takie tłumaczenie, ale będzie wtedy rozbieżność aktu urodzenia z paszportem. I co Ty na to?

Może przepisy się zmienią, ja nazwisko też jeszcze mogę zmienić, grunt, że dokumenty złożyliśmy, termin zaklepaliśmy i możemy skupić się na świętowaniu :).

14:47, lamalaa , ślub
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 grudnia 2014

A skąd mam wiedzieć?

Czy wszyscy są pewni, gdy się na to decydują? Czy w ogóle warto zadawać takie pytanie, jeśli ktoś już podjął decyzję? Decyzje nie biorą się znikąd...

Parę dni temu minęło pół roku pobytu M. w Polsce. Pół roku mieszkania razem, kolejne pół roku związku. A za pół... Za pół :).

środa, 10 grudnia 2014

Po blisko pół roku odwiedziłam ponownie USC, zostawiłam kopie dokumentów, bo pani nie chciała nic załatwiać bez decyzji kierownika, dwa dni później, czyli dzisiaj, pani oddzwoniła, że papiery są ok, kierownik nie ma zastrzeżeń, można składać zapewnienie. Jesteśmy wstępnie umówieni na drugą połowę grudnia, a raczej tuż-tuż przed Świętami, bo dokumenty do ślubu składa się najwcześniej pół roku przed upatrzonym terminem (wiedzieliście?). Nadal szukamy tłumacza.

It's happening :).