Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
czwartek, 24 marca 2016

Doczekaliśmy się kolejnych Świąt. Ja w nowej pracy, którą bardzo lubię, a lubię jeszcze bardziej, bo dostaliśmy wolny Wielki Piątek! Dotychczas pracowałam zawsze, jak się tylko dało - Wigilia, Sylwester, Wielki Tydzień, Trzech Króli, Boże Ciało, Wszystkich Świętych... Co długi weekend to nie ja. A tu taka niespodzianka! Poza tym adoptowaliśmy na tymczasem kota mojej siostry, która wyjeżdża na parę tygodni na urlop. Widzę, jak pięknie M. zajmuje się zwierzakiem. On nie ma doświadczenia ze zwierzętami, sam nigdy nie miał i nie był jakimś wielkim fanem. A tu się okazuje, że kot woli jego, niż mnie. Zwierzęta idą do dobrych ludzi, cóż ;).

Byłoby jeszcze lepiej, gdybym nie była od tygodnia chora na gardło. Ale skoro jest marzec, ja muszę kaszleć. Nie było opcji pójścia na L4, jak się jest w pracy dopiero trzeci tydzień :). Będę mieć na sumieniu wszystkich, których pozarażałam. Może teraz mi w końcu przejdzie, bo wyjeżdżamy na Święta do Zakopanego. Parę dni w moim ukochanym miejscu. Uwielbiam Zakopane wczesną wiosną; nawet, jak jest nadal śnieg i zimno, to światło już jakieś inne i powietrze inaczej pachnie. Wiedziałam, ze ta zima musi kiedyś minąć.

poniedziałek, 07 marca 2016

Teraz będzie historyjka o tym, co jest możliwe w egipskim sądownictwie.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, bo i ich zbyt wiele nie ma albo ich nie znamy, oraz nie podając cienia nazwisk.

Znajomy znajomego, co to z M. się od lat nie widzieli, rozwiódł się z żoną i nawet o tym nie wiedział.

Oboje muzułmanie, on rodowity Egipcjanin, ona córka rodziców z dalekiej Azji, urodzona i wychowana w Egipcie, z egipskim obywatelstwem. Pobrali się parę ładnych lat temu, bo wpadli. Jakiś czas później on wyjechał za pracą za granicę. Nie było dobrze między nimi. Przyjeżdżał na urlop, wracał do pracy. Niedawno tę pracę stracił. Wrócił do kraju i przypadkiem dowiedział się, że jest już rozwiedziony, bo go żona ze sobą sama rozwiodła :). Zapomniała mu tylko o tym powiedzieć. Sędziowie, prawnicy i administracja egipskiego sądu również.

Koniec końców dobrze się stało, oboje rozmawiali podczas tych urlopowych spotkań o rozwodzie, tylko jakoś nikt się za to nie zabrał (a jednak się zabrał!). On od jakiegoś czasu był w związku z cudzoziemką i chcą się pobrać. No to ma procedurę rozwodową z głowy, że tak powiem.

Ktoś mi powie, że egipska żona nie ma szans na rozwód!

To jest dopiero girl power :).

środa, 02 marca 2016

M. jest w Polsce grubo ponad półtora roku. Jak ten czas leci... No leci, ale niektóre sprawy mamy niedokończone. Lepszym określeniem byłoby niezaczęte, wręcz. Chodzi o prawo jazdy. Nadszedł czas by wziąć się i za to. Udałam się dzisiaj do mojego urzędu dzielnicy, aby zapytać o formalności związane z wydawaniem polskiego prawka dla Egipcjanina. Koniec z niedomówieniami, sprawa jest prosta, chociaż idealnie też oczywiście nie mogło być :).

Podstawowa informacja jest taka, że Egipcjanin, o ile ma egipskie prawo jazdy, musi w Polsce zdać egzamin teoretyczny oraz być tutaj minimum pół roku.

Jakie dokumenty są potrzebne, aby Egipcjanin mógł sobie wyrobić polskie prawo jazdy?

1. Ważne egipskie prawo jazdy wraz z tłumaczeniem przysięgłym na polski.

2. Aktualna karta pobytu (zakładam, że i paszport).

3. Dokument potwierdzający, że przebywa minimum pół roku w Polsce. Może to być np. zaświadczenie o zameldowaniu lub umowa o pracę.

4. Wypełniony wniosek, do pobrania z internetu lub na miejscu w urzędzie. Z tego, co widziałam, to identyczny jak dla Polaków.

5. Zdjęcie jak do dowodu.

Z tymi dokumentami idziemy do urzędu dzielnicy lub gminy, dostajemy "Profil Kandydata na Kierowcę" i z tym profilem idziemy do ośrodka egzaminacyjnego (WORD) zapisać się na egzamin teoretyczny. Pani nie wiedziała, jak wygląda kwestia egzaminu w języku angielskim. Poradziła dowiedzieć się o to u źródła, w WORD-zie.

Ciekawa sprawa, że mimo że M. jest w Polsce blisko dwa lata, nie ma obecnie jednego dokumentu potwierdzającego jego półroczny pobyt. Meldunki nie były na zakładkę. Umowa zlecenie się skończyła. Zresztą, na umowę zlecenie pani kręciła nosem. Może moglibyśmy pozbierać trochę papierów, pokazać stary meldunek, który był przecież na rok, dołączyć ksero z paszportu, że aplikował o pobyt czasowy (jak miał nie aplikować, skoro go dostał) i by przeszło. Ale aż tak nam się nie spieszy, a za trzy miesiące jak byk będzie miał te przepisowe sześć miesięcy zameldowania.

Procedury i formalności to jedno, nauka przepisowej jazdy to drugie :). M. ma szlachetny plan wziąć kilka jazd z nauczycielem, nawet już po uzyskaniu polskiego dokumentu. Ja nie wiem, jak ten nauczyciel to zrobi. Pamiętam, co mówili na moim kursie osiem lat temu: najlepszy uczeń to taki, który nigdy przedtem nie wsiadł za kierownicę. Ciężko jest lub nie da się nauczyć poprawnej jazdy kogoś, kto nauczył się wcześniej po swojemu lub byle jak. Człowiek nauczył się prowadzić w świecie dżungli i drogowej samowolki, a teraz każą mu szanować znaki drogowe?

Sprawdziłam to na swojej rodzinie. Gdy sama uczyłam się prowadzić, porównywałam moje, tj. wpajane przez instruktora techniki jazdy z tym, w jaki sposób prowadzi moja mama, która ma prawo jazdy od trzydziestu lat. Nijak się nie zgadzało. Nie dała się przekonać do hamowania silnikiem, nie wierzyła, że samochód ruszy bez gazu na samym sprzęgle, nie uważała, że warto skręcać na dwójce itd. ;). Jest oczywiście lepszym kierowcą ode mnie. Chociaż ja parę kilometrów przez te kilka lat wyrobiłam, a nadal jeżdżę pięćdziesiąt ;). Tak mnie nauczyli!

Podobno niektórym Egipcjanom udało się opanować polski ruch drogowy, więc nadzieja jest. Palącą sprawą jest teraz znalezienie książki lub materiałów do nauki przepisów drogowych po angielsku. Czy mogłybyście coś polecić??? Na upartego mogłabym mu wytłumaczyć wszystkie zasady ruchu drogowego tak, żeby zrozumiał (i tak pewnie będę to robić), ale wiemy, jak skonstruowany jest egzamin, słownictwo bywa fachowe, potrzebny jest podręcznik lub baza pytań. Będę wdzięczna za wszelkie rady.