Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
piątek, 24 czerwca 2016

Czasem trafia się w Internecie albo prasie na mało uprzejme komentarze, że Polka, która wiąże się z egipskim mężczyzną, to niewykształcona małolata, w najlepszym wypadku świeżo po maturze, pochodząca z małej miejscowości lub wsi, ledwo mówiąca po angielsku (to i niewiele zrozumie), lecąca w trzy minuty na czarne oczy i banalne czułe słówka. Że taką to można łatwo przekabacić na islam, zabrać komórkę, zakazać nauki, zamknąć w domu i zawinąć w hidżab. O co chodzi z tym zamykaniem w domu i hidżabem, swoją drogą, jak w domu one tego nie noszą. No to zamyka w domu czy wyrzuca na ulicę? Ot konsekwencja.

Tak mi się złożyło, szczęśliwie dla mnie, że dzięki niniejszemu blogowi poznałam bardzo dużo kobiet w związkach z Egipcjanami i innymi cudzoziemcami, nie tylko pochodzenia arabskiego. To, że do mnie czasem piszecie, jest największym sukcesem mojego blogowania. Wszyscy jesteśmy dość anonimowi i wszystko, o czym rozmawiamy, pozostaje za zamkniętymi drzwiami. Mówicie o sobie tyle, ile chcecie. Dzięki mailom i różnym wiadomościom, które dostaję, ale też dzięki źródłom internetowym z kategorii tych zacniejszych mogę powiedzieć coś o sylwetce współczesnej partnerki Egipcjanina, partnerki-Polki.

Kobiety Egipcjan i innych obcokrajowców, te, które poznałam, wcale nie są niedouczonymi siksami, które zakochały się pierwszego dnia pobytu w innym kraju i były do tego nieustająco pijane. Skąd się w ogóle bierze to założenie? No muszą ci dziennikarze skądś wytrzaskiwać takie rewelacje, ale urozmaiciliby już trochę te swoje historyjki, bo to się nudne robi.

Kobiety, które do mnie piszą, mogłabym podzielić na dwie główne grupy, trochę ze względu na wiek, a trochę sytuację życiową, bo te dwie rzeczy niemal we wszystkich historiach idą ze sobą w parze. Pierwsza grupa to kobiety w młodym wieku, w większości po studiach albo kończące studia, którym to kobietom się tak niefortunnie zdarzyło związać z Arabem :) a to jest taki moment życia, gdy chcemy gdzieś zapuścić korzenie, założyć rodzinę. Stąd te wszystkie zaręczyny i śluby, a Egipcjanin to bardzo wdzięczny i chętny materiał na narzeczonego. Różnie bywa z pracą, te bardziej dorosłe przeważnie już mają i pracę i mieszkanie, młodsze jeszcze mieszkają z rodzicami i dopiero organizują tę swoją dorosłość.

Druga grupa czytelniczek to kobiety z większym doświadczeniem i bagażem życiowym. Często okazuje się, że ten Egipcjanin to już nasz drugi mąż, sam po rozwodzie, z dziećmi na karku. Częściej mieszka już gdzieś na terenie Europy. O ile w przypadku młodszych związków Egipcjanin przebywający w Europie to często student (wieczny), to tutaj w grę wchodzi już poprzednie międzynarodowe małżeństwo (choć nie zawsze). Egipski partner okazuje się ostoją po tych wszystkich perturbacjach z nieudanymi związkami lub małżeństwami z Polakiem.

Zdarza się, że egipski chłopak jest tylko przelotnym romansem. Bo obie strony są dorosłe i mają taką chęć. Nie powiedziałabym wcale, że ktoś tu kogoś wykorzystuje lub oszukuje; Polki wiedzą, czego chcą, doskonale wiedzą, do czego służy orfi (również, a może przede wszystkim, te przebywające w stałych związkach). Więc też to całe wypisywanie, że głupia Polka ze wsi nie wie, że orfi to żadne małżeństwo i że służy do wykorzystywania jej głupoty, to o kant de potłuc.

Najczęściej Egipcjanin jest od nas starszy. Chociaż poznałam też parę osób, gdzie sytuacja jest odwrotna, ale były to udane związki :) W ogóle, co będzie chyba najważniejszą informacją w tej notce, zdecydowana większość mieszanych związków jest udana - przynajmniej w momencie, w którym z daną osobą się kontaktowałam. Problemy pojawiają się, gdy on chce już ślub, nie chce przyjechać do Polski lub ma mało pieniędzy i pary nie stać na wspólne życie. Największy problem jest z odrzucanymi wnioskami o wizę i brakiem pracy w Egipcie i/lub Polsce. Do tego dochodzą kłopoty charakterologiczne, bo Egipcjanie - nie wiem, no chyba wszyscy po prostu - są w gorącej wodzie kąpani razem z tą swoją gorącą południową krwią, mają mocne charaktery i osobowości. Jak trafi kosa na kamień, i to polski lodowaty kamień, to wojna murowana. Chociaż np. M. ma w Warszawie dwóch egipskich przyjaciół, jeden trochę bliższy niż drugi. I oni są skrajnie różni, jak ogień i woda, chociaż woda nie oznacza tutaj w żadnym wypadku ciepłych kluch. I M. gdzieś pośrodku :).

Chyba więcej szczegółów Wam nie podam, bo każda historia jest nieco inna, więc w tym miejscu kończą się ogólne podsumowania :). To taka notka ku pokrzepieniu serc, bo wiem, jak ważne jest poczucie, że nie jesteśmy same ani jedyne w danej sytuacji. Czasem ma się wrażenie, że jest się jedyną osobą na świecie związaną z cudzoziemcem, skoro tak ciężko jest znaleźć poradę lub wsparcie. Cóż, nie jest nas wiele, ale... mimo wszystko jesteśmy i mamy się bardzo dobrze :).

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Taka mała prywata - dzisiaj mamy roczek ;) Nadszedł i taki dzień.
Pierwszą rocznicę świętowaliśmy na Mazurach, które są nowe też dla mnie, kontynuujemy w ten weekend.
Małżeństwo polecam wszystkim! Naprawdę :).



I look and stare so deep in your eyes
I touch on you more and more every time
Such a funny thing for me to try to explain
How I'm feeling and my pride is the one to blame
And I still don't understand
Just how your love could do what no one else can

Got me looking so crazy right now
Your love's got me looking so crazy right now
Got me looking, got me looking so crazy in love


wtorek, 14 czerwca 2016

Korzystając z dnia wolnego, który wzięłam sobie dzień po niedzielnym weselu przyjaciółki, poszliśmy wczoraj do naszego urzędu dzielnicy, aby złożyć wniosek o wydanie polskiego prawa jazdy. Byłam wewnętrznie przygotowania na miliard problemów z papierami, a nie było żadnego! Złożyliśmy wniosek, M. dostał karteczkę z potwierdzeniem i teraz czekamy na kontakt od urzędu, który musi sprawdzić prawdziwość jego egipskiego prawa jazdy. Jak już sprawdzi, przyjdziemy odebrać jakiś dokument Kandydata na Kierowcę :) i z tym udamy się do ośrodka egzaminacyjnego zapisać się na egzamin z teorii po angielsku.

Dokumenty, które trzeba złożyć, aby wymienić egipskie prawo jazdy na polskie:

- oryginał egipskiego, ważnego prawa jazdy; pani robi kopię, oryginał oddaje

- tłumaczenie przysięgłe egipskiego prawa jazdy na język polski

- wypełniony wniosek o wydanie prawa jazdy, identyczny jak dla Polaków (do ściągnięcia ze strony urzędu)

- podpisane oświadczenie o prawdziwości danych (do ściągnięcia ze strony urzędu)

- 1 zdjęcie jak do karty pobytu (i chyba większości polskich dokumentów)

- potwierdzenie zameldowania minimum pół roku, wystarczy kopia, mieliśmy też oryginał

- aktualna karta pobytu, pani robi kopię, oryginał oddaje; paszportu nie trzeba

- pani dała nam też oświadczenie do wypełnienia, czemu M. nie miał nieprzerwanego półrocznego meldunku. Nie miał, bo od października czekał na nową kartę pobytu, dostał ją dopiero w styczniu i wtedy go zameldowaliśmy. Napisałam oświadczenie, M. podpisał. Pani zrobiła też xero starej karty pobytu

- opłata za wydanie prawa jazdy 100,50 zł, do zrobienia w kasie urzędu w trakcie składania wniosku. Pani wzięła od nas potwierdzenie opłaty.

Teraz urząd sprawdzi, czy egipskie prawo jazdy jest prawdziwe. Podobno kontaktują się w tych sprawach z Ambasadą. Dzięki temu M. ma trochę więcej czasu na nauczenie się przepisów, których nie uczy się wcale a wcale. Nie wiem, jak on chce zdać egzamin. Pewnie za pierwszym razem nie zda, jak większość Egipcjan, którzy próbują.

Mieliśmy małą obawę związaną - oczywiście - z nazwiskiem. Nasza pani tłumacz podzieliła jego cztery imiona na dwa imiona i dwa nazwiska, bo podobno na to zgadzają się urzędy. A meldunek dostał przecież na cztery imiona i brak nazwiska. Na szczęście pani w urzędzie nie robiła problemów, była nam bardzo przychylna :) Powiedziała, że dane muszą być takie same, jak w karcie pobytu. Przy niej wypełniłam linijki we wniosku dotyczące imienia i nazwiska, zgodnie z jej zaleceniem. Dobrze, że M. ma PESEL i po tym każdy urząd może go znaleźć. Myślę, że wyciągnie go to z wielu administracyjnych tarapatów w przyszłości :).

piątek, 10 czerwca 2016

Tytuł, nawet przy najlepszym życiu seksualnym ever, brzmi trochę jak dzień jak co dzień ;). Co nadzwyczajnego jest w tym, że facet chce, a kobieta nie ma ochoty? Znowu? Wielkie rzeczy. Chociaż dziewczyny żyjące w związkach na odległość pewnie sobie tego nie wyobrażają. Rany boskie, jak można nie chcieć! Jednak nie o pożyciu seksualnym będzie ta notka, choć nie ulega wątpliwości, że tym wstępem zdobyłam już Waszą uwagę :).

Chciałabym nawiązać do kolejnej sfery życia osobistego i rodzinnego, która różni nasze dwie kultury. Chodzi o... rodzinę właśnie, a konkretnie jej zakładanie. Wydaje się, że Egipcjanom się do wszystkiego bardzo spieszy. Zaręczyny już, ledwo się poznaliśmy, ślub raz-dwa jak tylko odłożymy pieniądze, dziecko poczęte w noc poślubną o ile laska nie zgrywa cnotki-niewydymki, a już na pewno w podróży poślubnej. Jak rok po ślubie nie będziecie przynajmniej w ciąży, chyba coś jest nie tak z jego potencją, albo Twoimi jajnikami.

U nas w Polsce jest inaczej, co jest truizmem, ale czasem trzeba to kijem wbijać do tych pięknych kędzierzawych głów. Polskim mężczyznom nie spieszno wcale do pierścionków, ślubów i pieluch. Skoro mogą mieć to wszystko za darmo, to po co zmieniać stan rzeczy? A polskie kobiety jednak czasem by chciały. Co więcej, chciałyby mieć wszystko po kolei, najpierw pierścionek, potem wesele...

M. twierdzi, że celem życia Egipcjanek jest zamążpójście i urodzenie dzieci. Czyli założenie rodziny, która wypełnia im cały świat; najczęściej nie mają nic poza nią. Robią to szybciutko, ledwo skończą studia albo i nie. Po zaręczynach mają trochę czasu, by się wzajemnie poznać (tak, moi drodzy), robią wesele jak sto pięćdziesiąt, potem następuje noc poślubna czyli festiwal zażenowania, braku umiejętności, stresu i rozczarowania, i w końcu rodzimy, czyli nasz ślubny jest usidlony.

Nigdy nie piszę na blogu o najbardziej prywatnych sprawach, ale wiem na przykład, że M. bardzo chciałby mieć dzieci, w ogóle to mógłby je mieć już jakieś dziesięć lat temu, ale musi poczekać na to, aż ja też będę chciała. Aż to będzie ten moment w naszym życiu. On wszystko wie, że w Europie żyje się inaczej, że dziecko to decyzja, trzeba mieć jakieś zabezpieczenie, pracę, oszczędności, i musiał przestawić się na takie pojmowanie rzeczywistości. Kto by się takimi przyziemnymi sprawami przejmował w Egipcie, gdzie dziecko jest błogosławieństwem i darem od Boga. No przecież u nas też jest...

Polki, które zakochują się w Egipcjaninie, i nie mówię tu o turystkach, które chcą się zabawić i nikomu tym nie szkodzą, szybko zderzają się z jego potrzebą założenia rodziny. Zaczynają się wyznania miłości, oświadczyny i tak dalej. Dla nas, przyzwyczajonych do pełnej rezerwy postawy polskiego mężczyzny, jest to powód do podejrzeń, że coś tu jest nie tak, że on chce mnie wykorzystać. Tymczasem nie wszystkie wyznania "aj low ju" są podszyte kłamstwem i chciwością. Oni naprawdę są gotowi szybciej, niż my i nie oznacza to, że ich postawa jest gorszej jakości. Tylko czasem trochę dłużej zajmuje im zmiana strategii zdobycia kobiety z czułych i tandetnych słówek na budowanie prawdziwej relacji.

Facet pada na kolana, a kobieta jeszcze nie chce... Ani tych pierścionków, ani ślubów... Musi biedak poczekać, aż ich związek dojrzeje do takiego punktu, w którym planuje się wspólną przyszłość. W Polsce zaręczyny i ślub są uwieńczeniem pięknej relacji i miłości, to trochę trwa, przynajmniej tak by się wydawało, o ile chłop się przełamie, pójdzie do tego Apartu i kupi ten kawałek złota. W Egipcie zaręczyny są punktem wyjścia, od tego wszystko się zaczyna. No i masz potem życie jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co z niego wyciągniesz.

Takie to rozważania o ślubach i dzieciach. W niedzielę przyjaciółka wychodzi za mąż, ja zasilam szereg drużbów, wszyscy znajomi dookoła myślą o zakładaniu lub powiększaniu rodziny, to jest ten czas w naszym życiu. I wiecie co... nasi egipscy rówieśnicy są jakieś dziesięć lat przed nami i uśmiechają się pod nosem.

środa, 08 czerwca 2016

Jest pewna kwestia religijna, która ostatnio daje mi dużo do myślenia, chociaż mnie absolutnie nie dotyczy. Co jakiś czas pojawia się w Internecie to samo pytanie, a mianowicie - czy muzułmanka może poślubić innowiercę?

Poniżej takiego pytania zazwyczaj pojawia się walka na noże i wyśmiewanie od głupich krów i niedoinformowanych. A najlepsze są te internautki (bo faceci się nie wypowiadają, pewnie ich to niespecjalnie obchodzi), które upierają się przy swoich niekoniecznie słusznych racjach.

Chciałabym poruszyć to zagadnienie na moim blogu, z nadzieją, że znajdzie się ktoś naprawdę kompetentny w temacie i rozwieje kobiece wątpliwości. Jak ktoś zadaje na forum takie pytanie, to raczej nie jest partnerem typowego Araba z Sharmu, bo typowy Arab z Sharmu to muzułmanin, a typowa Polka w Sharmie to chrześcijańska turystka (chyba, że zdążyła przejść na islam). Jest to być może jakieś krzywdzące uogólnienie, ale kto się z tym nie zgodzi, poza tym przypominam słówko "typowy".

Z punktu widzenia polskiego prawa, Urząd Stanu Cywilnego nikogo nie pyta o wyznanie. Jeśli decydujemy się na ślub cywilny, w składanych przez nas dokumentach nie ma ani słowa o religii. To oznacza, że żenić się może każdy z każdym. Pobieracie się i jesteście legalnym małżeństwem, niezależnie od Waszej wiary.

Ograniczenia stawiane ewentualnym narzeczonym są bardzo klarownie opisane w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (Ustawa z 1964 roku), a są one w skrócie takie (jakby ktoś po ponad 50 latach funkcjonowania tego prawa nadal miał wątpliwości):

- trzeba mieć 18 lat, lub 16 i zgodę opiekunów + kilka detali związanych ze sprawą wieku

- nie można być całkowicie ubezwłasnowolnionym

- trzeba być zdrowym psychicznie, chyba że choroba nie zagraża małżeństwu i potomstwu + wyjątki

- nie można być aktualnie zamężnym/żonatym :)

- nie można zawrzeć małżeństwa z krewnymi, rodzeństwem i powinowatymi w linii prostej (ci ostatni to np. teściowa i obowiązuje to nawet po rozwodzie, chyba, że Sąd wyrazi zgodę)

- nie pobiorą się przysposabiający i przysposobieni

Jak widać, polskie prawo nie stawia ograniczeń religijnych. Kościół Katolicki pewnie stawia swoje, ale to już inne przepisy :).

Prawna możliwość to jedno, a życie religijne i czystość sumienia to drugie. Zgodnie z islamem muzułmanka nie może wyjść za innowiercę, bo dziecko dziedziczy religię po ojcu. Nie traćmy owieczek, zyskujmy je za to. Islam nie jest tu jedyny, na ślubie katolickim składa się oświadczenie, że dzieci będą katolikami oraz będą wychowywane w wierze katolickiej. Ciekawam, ile par wywiązuje się z drugiego obowiązku, pod którym się podpisali.

Wychodząc za chrześcijanina w Polsce, muzułmanka łamie zasadę swojego wyznania, ponosząc religijne konsekwencje, a może nawet społeczne? Nie jestem na tyle znawcą tematu, aby powiedzieć, jakie to dokładnie konsekwencje. Prościej jest mi porównać to do własnego podwórka. Jeśli dwóch katolików pobiera się cywilnie, nie kościelnie, to pakują się w życie w grzechu aż po grób, chyba że jednak po drodze pobiorą się kościelnie. O tych, co żyją bez ślubu, to szkoda gadać drogi panie.

Schody zaczynają się, jeśli taka mieszana para chce się pobrać w Polsce, a potem zamieszkać w kraju muzułmańskim. Przypuszczam, że kobieta-muzułmanka ma wtedy spory problem, jak spory to wolę nawet nie szacować. Jeszcze inaczej jest, gdy muzułmanką jest np. Egipcjanka, a narzeczony to Polak-katolik i pobierają się w Polsce. Czy ona może taki ślub potem zalegalizować w swoim kraju? Ponadto sądzę, że taki mieszany ślub tam na miejscu jest w ogóle niemożliwy, a miejscowym kobietom rzadko przychodzi do głowy. Zakazana miłość... Piękny temat na książkę-rzekę.

Podsumowując, nie ma co za bardzo się rozwodzić nad tym, czy taki ślub dla Polaków jest możliwy czy nie, bo w Polsce jest możliwy i koniec. Tak samo jak możliwe jest ochrzczenie muzułmanina i dziecka muzułmanina, jeśli tylko znajdzie się ksiądz, który wyrazi na to zgodę, a sam zainteresowany będzie, no, zainteresowany. Są ludzie, którzy to robią. Nie ma też co oceniać innych osób, każdy podejmuje swoje decyzje samodzielnie i powinien to robić w zgodzie z własnym sumieniem. Katolik, który odszedł od swojego Kościoła, też będzie się smażył w ogniu piekielnym.