Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
wtorek, 20 czerwca 2017

Dwa lata :) Kolorowe, intensywne dwa lata małżeństwa. Raz lepiej, raz gorzej. W tym czasie nastąpiły różne zmiany w naszym życiu. Przeprowadzka, zmiana pracy i znalezienie tej dobrej, druga karta pobytu M., dwa razy piękne wakacje, porażka z firmą i ciągłe poszukiwanie pracy dla M. Kłopoty z kasą i przelotne problemy ze zdrowiem, oby już nie wracały. Moja spalona próba nauki arabskiego, ale bardziej udany powrót do pracy nad doktoratem. Jeden porządny kryzys zaliczony, za to brak kłótni. Niektórych oczekiwań polskich i egipskich nie spełniliśmy. Polskich, bo nadal nie zamknął mnie w piwnicy. Egipskich, bo nie śpimy na kasie i jeszcze nie jesteśmy w ciąży :).

Chciałabym powiedzieć Polakom, tym, których obchodziłaby moja opinia, że ślubu nie ma co się bać. Małżeństwo jest bardzo fajną sprawą. Pozwala poczuć się lepiej we własnej skórze i jakby zaistnieć w społeczeństwie. Pokazać, że nie jesteśmy dziećmi, za to jesteśmy odpowiedzialni. Chociaż przed ślubem nie byłam jakoś specjalnie zniewolona :), to jako żona mam wrażenie, że mam więcej do powiedzenia, mogę mieć swoje oczekiwania. Już prawie nie pamiętam, jak to było być po prostu w związku. Nie wiedzieć, na czym się stoi, jaka jest moja rola, jaka jest moja przyszłość w tej relacji. To jesteśmy razem na poważnie, czy tak nie do końca? Mam myśleć o nim jako o kimś na zawsze, czy może on zastąpi mnie kimś innym? Kto kogo tutaj bardziej chce? Po ślubie też tego nigdy nie wiesz, ale podobne obawy, jeśli Cię najdą, możesz w miarę szybko rozwiać, bo po to właśnie wzięłaś ślub, by czuć się bezpiecznie. Tego trzeba się trzymać.

Ja przed ślubem nie miałam wielkich doświadczeń z mężczyznami. Po pierwsze dlatego, że wyszłam za mąż mając 26 lat, więc nie miałam czasu na jakieś na mega doświadczenia. Po drugie, ponieważ jestem jedną z bardziej nudnych osób jakie znam :), o czym już Wam kiedyś wspominałam. Raczej z dala od imprez, w domu zawsze na czas, z dala od używek grubszych niż miks wina z szampanem ;). Nigdy nie miałam romansów ani przygód. Nie mieszkałam z żadnym facetem. Byłam raptem w dwóch związkach, z czego jeden dwuletni licealny (chociaż miłość wielka!), a drugi pięcioletni na studiach, na koniec którego okazało się, że równie dobrze mogę sobie być lub nie być, znacie to. Przy M. dopiero poczułam się jak kobieta i nie wiedziałam tego wcześniej, co to tak naprawdę znaczy czuć się jak KOBIETA.

Swoją drogą, tak to się czasem składa, że osoba rozważna i nudna z wyboru nagle trafia na Araba w dzikim kraju i dwa lata później wychodzi za niego za mąż.

Można by uznać, że może ten brak doświadczeń powoduje, że niewiele wiem o życiu, o ludziach, że uwierzyłam w międzynarodową miłość, bo tak naprawdę jeszcze nic nie przeżyłam i gdybym dała sobie trochę więcej czasu i szans, to bym znalazła sobie innego, "lepszego" męża. Ale po co miałabym szukać, skoro nigdy nie chciałam? Po raz pierwszy wiedziałam coś, czego nie wiedziałam nigdy wcześniej. I to przyszło w odpowiednim momencie.

Tak podejrzewam, że życie z żadnym mężczyzną nie jest usłane różami. To codzienne docieranie się, chodzenie na kompromisy, walka charakterów. Ale ponad wszystko dla mnie M. to dom i mój facet. Każdego dnia trochę inaczej, ale bezustannie :).

Te górnolotne rozważania zamknę przyziemnym problemem pod tytułem: co dobra polska żona może przygotować na rocznicową kolację?

11:18, lamalaa , ślub
Link Komentarze (3) »