Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
wtorek, 26 czerwca 2018

M. złożył wczoraj wniosek o pobyt stały. W tym celu udaliśmy się razem do Wydziału ds. Cudzoziemców. Póki pamięć jest jeszcze świeża, opiszę szczegóły składania tego wniosku. Trzeba chyba zaznaczyć, że wniosek był składany w Warszawie, a wymogi dotyczące dokumentów są aktualne, hm, na dzień dzisiejszy :). M. złożył wniosek jako mąż obywatelki RP. W trakcie przygotowywania dokumentów kierowaliśmy się przede wszystkim informacjami zawartymi na stronie UDSC oraz na stronie warszawskiego Wydziału, ponieważ to w nim był składany wniosek.

Jeśli wniosek o pobyt stały ma być złożony na podstawie małżeństwa z Polakiem, wymagane jest przebywanie minimum 3 lata w tym małżeństwie oraz minimum 2 lata ukończonego pobytu czasowego w Polsce na podstawie tego małżeństwa. Oba wymogi zostały w przypadku M. spełnione, stąd i jego aplikacja o stały pobyt. Jego karta czasowego pobytu jest jeszcze ważna ok. pół roku od dziś, ale to nie przeszkadza, by wcześniej złożyć wniosek o stały pobyt.

Na złożenie wniosku można umówić się przez internet za pomocą kalendarza. Wspominałam Wam o tym niedawno w jednej z notek. Wniosek można też wysłać do urzędu pocztą, wtedy przychodzi pismo z wezwaniem do urzędu - trzeba pokazać paszport i dać odciski palców. Nie sprawdzaliśmy tej metody. Szczerze polecam zapisanie się przez internet :)

Dokumenty, które wczoraj złożyliśmy do wniosku o pobyt stały:

  • 2 wypełnione na komputerze i wydrukowane egzemplarze wniosku o pobyt stały, podpisane przez M. we wskazanych miejscach. Wniosek można wypełnić online i wygenerować sobie PDF-a na tej stronie. Właśnie z tego skorzystaliśmy
  • 4 zdjęcia jak do dowodu osobistego
  • potwierdzenie przelewu 640 zł - opłata skarbowa za wniosek o pobyt stały. Numer konta był na stronie warszawskiego Wydziału
  • 2 kserokopie wszystkich wykorzystanych stron w paszporcie i strony ze zdjęciem
  • 1 kserokopia aktualnej karty czasowego pobytu
  • oryginał odpisu aktu małżeństwa - Pani wolała oryginał, niż xero
  • 1 kserokopia mojego dowodu osobistego
  • PIT-y M. za ostatnie 3 lata - ksero całych PIT-ów i potwierdzenia złożenia; dwa razy było to UPO (M. złożył dwa PIT-y przez internet) i raz ksero pocztowego potwierdzenia nadania
  • 1 kserokopia aktualnej umowy o pracę
  • 1 kserokopia potwierdzenia ubezpieczenia
  • 1 kserokopia aktualnego zaświadczenia o zameldowaniu czasowym

Co do PIT-ów i umowy o pracę Pani nie była pewna, czy będą potrzebne, ale je wzięła, ponieważ jest wymóg nieprzerwanego pobytu i te dokumenty mogą się przydać jako potwierdzenie pobytu. Mieliśmy te wszystkie kopie ze sobą, bo chcieliśmy możliwie ograniczyć późniejsze wezwania do uzupełniania papierów. Mam nadzieję, że takich wezwań będzie jak najmniej, a najlepiej to żeby w ogóle ich nie było...

Pani po kolei prosiła o dokumenty, aż doszła do momentu pt. "Co jeszcze mamy na dzisiaj?" :) i wtedy właśnie dałam jej PIT-y, umowę o pracę, meldunek i akt małżeństwa. W międzyczasie M. złożył odciski palców na tym małym skanerku. Pani dała mu też ten stempel do paszportu, potwierdzający z datą złożenie wniosku o pobyt stały. Rozmowa odbywała się w języku polskim, czyli w zasadzie ze mną ;), jedynie w sprawie odcisków palców Pani zwracała się po angielsku do M.

Na koniec wizyty M. dostał wydrukowane pismo będące potwierdzeniem złożenia wniosku. W treści pojawia się przewidywany termin rozpatrzenia wniosku, za niecałe cztery miesiące. Z tego, co słyszałam, to mało prawdopodobny termin, ale zobaczymy :). Do pisma podpięty był wydruk z loginem, hasłem, numerem sprawy i adresem strony internetowej, na której można się zalogować i sprawdzić status sprawy. Już tego samego dnia się zalogowałam i rzeczywiście wyświetla się numer sprawy M., data i godzina jej rejestracji w systemie oraz krótki komunikat, że wniosek jest w trakcie rozpatrywania.

Kilka wskazówek na temat składania dokumentów:

  • Wszystkie powyższe dokumenty trzeba mieć w oryginałach i kopiach. Pani zabiera kopie i poświadcza sobie za zgodność, oryginały trzeba tylko pokazać. Np. mieliśmy ze sobą trzy zaświadczenia o czasowych meldunkach, plus ich kserokopie. Niestety tylko dwa były w oryginałach, bo naprawdę nie wiem, gdzie posiałam trzeci oryginał. No to kopii tego trzeciego Pani nie chciała wziąć. Ale koniec końców i tak wzięła tylko ostatnie, najnowsze zaświadczenie, które na szczęście mieliśmy w oryginale i w kopii.
  • Odpis aktu małżeństwa musi być wystawiony najwcześniej 3 miesiące przed złożeniem wniosku. Ja uzyskałam nowy odpis w maju.
  • Akt małżeństwa daliśmy w oryginale, chociaż mieliśmy też kopię. Pani uznała, że akt małżeństwa jest ważny tylko 3 miesiące, więc nie będzie nam już potrzebny, hm :)
  • Egipcjanin nie ma nazwiska (akurat w tym urzędzie :)), więc we wniosku nie wpisuje się nazwiska. Wszystkie imiona wpisujemy w polu "imiona". Jeśli wypełniacie wniosek we wspomnianym wcześniej interaktywnym formularzu, system nie pozwoli pozostawić pola "nazwisko" pustego; można tam wpisać kilka spacji i przejdzie.
  • M. ma 4 imiona, one nie chciały się zmieścić w jednym polu "imiona", ale na szczęście do dyspozycji są dwa takie pola (pewnie dla normalnych ludzi, którzy mają imię pierwsze i drugie :)). Wobec tego podzieliłam jego 4 imiona na dwie części i wpisałam po dwa w oba okienka. W wygenerowanym wniosku w PDF-ie wszystko prezentuje się po prostu jako "imiona".
  • Ponieważ pole "nazwisko" jest puste, trzeba je po wydrukowaniu wykreskować.
  • We wniosku nie ma miejsca (nie ma nawet okienek, krateczek) by przy dacie dopisać miejsce złożenia. Dopisałam ręcznie "Warszawa" nad datą na prośbę Pani.
  • Cudzoziemiec podpisuje wniosek w kilku wskazanych miejscach całym swoim full name, czyli trzeba podpisać się wszystkimi członami nazwiska.
  • Wniosek w formularzu online wypełniałam drukowanymi literami, tzn. na Caps Locku. Nie wiem, czy system sam by sobie zmienił zwykłą czcionkę na litery drukowane. W każdym razie wniosek musi być wypełniony drukowanymi literami, również na komputerze.

 

System kolejkowy na miejscu w urzędzie :)

Na duży plus oceniam organizację składania wniosków w urzędzie. To już nie te czasy, że stało się godzinami w kolejkach. Termin złożenia wniosku rezerwujemy przez internet, czyli wybieramy dzień i godzinę (z dokładnością do chyba 20 czy 25 minut). Po dokonaniu rezerwacji system generuje nam bilet o dziwnym numerze typu X523. Trzeba to wydrukować i wziąć do urzędu, bo to jest właśnie nasz numerek jak na poczcie.

Na stronie warszawskiego Wydziału doczytałam, że do pokoju, gdzie składamy wniosek, wchodzi się po wezwaniu, tzn. po wyświetleniu naszego numerka. Na stronie podane były dwa pokoje, w przypadku Warszawy są to pokoje nr 10 i 11. Idziemy pod te drzwi, po drodze omijamy kolejkę osób do biletomatu (w jakichś przypadkach nadal trzeba pobierać numerki, ale jeśli masz rezerwację internetową, to nie pobierasz). Na korytarzu są monitory, na których wyświetlają się nasze numerki i numer pokoju, do którego trzeba wejść. Ponadto nad drzwiami pokoi też są wyświetlacze, tak samo przy biurkach w tych pokojach (w "naszym" pokoju wnioski przyjmowało ok. 6 osób). I nie ma co się martwić, wszystko się na miejscu zgadza.

Warto tylko wiedzieć, że w jednej minucie może się wyświetlić numer X520, tuż po nim X525 a potem X517. To nic nie szkodzi, po prostu taki tam mają system :). Jak byliśmy w środku i Pani sprawdzała nasze dokumenty, w międzyczasie zajrzały dwie osoby z pytaniem, czy ich numerek może już był. Polecam być trochę wcześniej w urzędzie, żeby się niczym nie przejmować i śledzić te numerki. U nas było opóźnienie ok. 20 minut.

Gdy czekaliśmy na naszą kolej, w międzyczasie z jednego pokoju dwa razy wyszła jedna Pani i pytała na głos, czy ktoś czeka "z listy rodzinnej". Nikt nie czekał. Nie wiem, co to za lista, nigdzie nic nie wisiało, ale może Wam się przyda taka informacja.

Także, podsumowując te techniczne sprawy, jeśli zapisałaś się na złożenie wniosku przez internet, to nie musisz już szukać żadnych list, chodzić do portierni itp. Idziesz ze swoim wydrukowanym numerkiem pod odpowiednie drzwi i czekasz, aż Cię wyświetlą :).

Sama wizyta przy biurku trwała u nas ok. 20 minut. Niektórzy siedzieli dłużej, bo brakowało jakichś kopii, zdjęć, wpłat. Najlepiej mieć to wszystko ze sobą przygotowane, żeby jak najszybciej załatwić sprawę i iść do domu. Ja tego dnia wzięłam wolne, ale M. musiał jechać do pracy. Po złożeniu wniosku wyszliśmy niestety na deszcz, załatwiliśmy dla M. jeszcze Kartę Warszawiaka korzystając z chwili wolnego (opowiem innym razem) i poszliśmy na krótką kawę. I wtedy dopadło mnie zmęczenie oraz... wielka ulga :).

środa, 20 czerwca 2018

Kolejna rocznica ślubu :). Może powinnam to zostawić dla siebie, bo temat jest prywatny i w końcu robi się nudny. Ale tym razem rocznica ma dla nas też nowe znaczenie, bo oficjalnie otwiera drogę do aplikacji M. o pobyt stały. Taki to romantyzm! Wszystko już jest przygotowane (oprócz zdjęć...), stres przed wizytą w urzędzie jest jak zawsze, ale staram się wewnętrznie uspokajać, że te cztery lata temu bardzo sobie życzyłam, aby być już w przyszłości i mieć doświadczenie w całej tej dokumentacji. Wizja wniosku o pobyt stały była tak samo odległa, jak wizja wychodzenia za mąż ;) i pamiętam, jak myślałam sobie, że przy stałym pobycie to będziemy już starą parą i będziemy wszystko wiedzieć, więc co to dla nas. Cóż, ślub i małżeństwo przyszło w swoim czasie, cztery lata pobytu M. w Polsce zleciały, choć burzliwie, i znowu stajemy z papierami w ręku przed urzędem. Dzisiaj urząd ma już inny adres, tak jak my. W ogóle wiele rzeczy się pozmieniało przez te kilka lat, tylko na szczęście my jesteśmy dalej razem. Z tych wszystkich przeróżnych decyzji, które podejmowaliśmy przez blisko pięć lat związku, ta o małżeństwie była naszą najlepszą. Tak jak rok temu, polecam wszystkim!

Żeby nie było, że ja tylko taka formalistka jestem i o papierologii myślę w dniu naszej trzeciej rocznicy, to zapewniam, że znowu mam ten sam problem, czyli co zrobić na kolację. Większe wyjście rocznicowe planujemy na weekend. Na głowie stanęłam w zeszły piątek, gdy zaczynały się święta M. Teraz najchętniej wolałabym, żeby to on stanął na głowie. Takie życie, że M. wraca codziennie późno do domu, ja mimo wszystko jestem w domu o siedemnastej i na mnie spada przygotowanie kolacji. No żal mi człowieka, żeby o dwudziestej czy wpół do dziewiątej musiał gotować, mi w międzyczasie pozwalając umrzeć z głodu. Robienie kolacji weszło mi w nawyk, tym bardziej cieszę się, że w weekend gotować nie będę!

Dam znać, co i jak z urzędem. Parę informacji udało mi się znaleźć w internecie, ale nie wystarczająco tyle, ile chciałabym wiedzieć. Trochę nadal przecieramy szlaki. Dlatego wszystko opowiem po powrocie, bo wiem, że to może być przydatne na przyszłość dla innych. Zresztą... Co rok to nowe przepisy, więc i tak te wszystkie wskazówki nie są gwarancją sukcesu ;).