Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
środa, 22 sierpnia 2018

Jedziemy z M. na urlop. W tym roku miesiąc wcześniej, to może przynajmniej cieplej będzie :). Z nas dwojga zdecydowanie on bardziej potrzebuje odpoczynku. Oprócz pracy całymi dniami i po godzinach, czy stresów związanych z pracą właśnie, ostatnio dołączyły jeszcze jego problemy zdrowotne. Ciągle bierze jakieś leki i dostaje kolejne skierowania na badania. Czy to jakaś egipska przypadłość, taka słabsza kondycja zdrowotna? Czy to tylko on ma takiego pecha? Aby poczuć się lepiej, w pierwszej kolejności należy się porządny odpoczynek. Tego nam w najbliższych dniach nie zabraknie.

W międzyczasie zmieni się jedna mała wielka rzecz. Wrócę do Was jako kobieta trzydziestoletnia :)). Nie mogę się doczekać tych urodzin! Zmiana kodu, trójka z przodu ;). Trzydzieste urodziny z drinkiem na plaży. Chyba nie mogłoby być lepiej.

A po powrocie... Ciąg dalszy leczenia, badań. I może jakieś nowe plany na kolejny rok pracy :). Konieczność konfrontacji z takimi dziwnymi nowinami zdrowotnymi to nowa sytuacja w naszym związku. Zawsze byliśmy oboje zdrowi, no, może wyłączając jego etap przeziębień po przyjeździe do Polski i nasze (bo moje też) przewlekłe chodzenie do stomatologów ;). A tutaj pojawia się coś zupełnie nowego, wyniki, których się nie spodziewaliśmy. Może każdy musi kiedyś przez takie lub inne coś przejść. Chociaż nie mam w pamięci już prawie w ogóle różnych polskich stereotypów, to jednak nie mogę sobie odmówić i dodać w tym miejscu: naprawdę są poważniejsze problemy, niż to, kiedy on mnie wreszcie zamknie w tej piwnicy! :)

Czy to bezrobocie, czy praca od rana do wieczora, czy oddziały dzienne i różni specjaliści, czy też wakacje nad basenem, jak widać, wszystko potrafi się zmieniać - jesteśmy w tym razem :).

Eid Mubarak!

piątek, 03 sierpnia 2018

Polskie lato. Gorąco, słonecznie. Pięknie... Przestałam już liczyć, ile narzekań dziennie na to słyszę :). Że za gorąco, że myśleć się nie da, że ukrop i tak dalej. Pomnicie swe słowa w listopadzie! Ja z tymi temperaturami jestem w RAJU.

Zaraz zaczynam krótki urlop-bez-męża, czyli tradycyjny wyjazd z mamą. A co do męża, to mam takie małe przesłanie do świata: dbajcie o swoich facetów. Tym razem w tym sensie, że zapiszcie go do jakiegoś lekarza, niech zrobi sobie badania krwi. Jak M. pracował w Sharm, to miał takie badania robione co roku. Po przyjeździe do Polski wziął się za to dopiero teraz. No i zaczęła się runda po lekarzach... Chuderlakiem nie jest, a jednak nazbierało mu się braków tego i owego.

Tego lata ja i M. dołączyliśmy do prywatnego ubezpieczenia w mojej pracy. I chociaż co miesiąc obcinają co nieco z pensji, to myślę, że to była najlepsza decyzja. Zaczynamy generalne przeglądy zdrowia. Życzę tego wszystkim! Dbajcie o siebie. Żebyście mogli uniknąć różnych nikomu niepotrzebnych stresów, a wakacje służyły do cieszenia się wakacjami.

PS, bo chyba tutaj o tym nie wspominałam: M. zaczął naukę pływania. Tak, mój mąż nie umie pływać! A raczej nie umiał jeszcze do niedawna :). Dziwi mnie, jak facet pochodzący z kraju o dwóch ciepłych morzach może nie umieć pływać. I nie on jeden z jego otoczenia. Cóż, czego nikt nie dopilnował za młodu, facet nadrabia w dorosłości. Mamy niedaleko nas mały basen, M. zapisał się na indywidualne lekcje. On się uczył, a ja w tym czasie sobie pływałam. To były moje ukochane lipcowe wieczory. Zaczął od zera, a niedawno widziałam, jak płynie obok mnie kraulem bez żadnej pomocy. Przed nim jeszcze sporo nauki, ale, jak widać, dorosły też może nauczyć się pływać, jeśli się za to weźmie :). A nowy sport to teraz dla niego idealny timing.