Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
wtorek, 30 września 2014

W zeszły czwartek mieliśmy wywiad na Długiej. Myślę, że interesujący temat dla paru osób, więc podzielę się swoimi spostrzeżeniami :).

Rozmowa zaczęła się punktualnie, zgodnie z wezwaniem, które przyszło pocztą. Wszystko trwało bardzo długo. Najpierw byłam na rozmowie ja, potem M. Nie odbywało się to jednocześnie. Gdy ja miałam wywiad, M. czekał na zewnątrz (do pokoju przesłuchań idzie się specjalnym korytarzykiem). Ja siedziałam godzinę z kawałkiem, M. po mnie jeszcze dłużej. Rozmowę przeprowadzał jeden pan (inspektor wojewódzki), odbyła się ona w sali z kilkoma biurkami, gdzie wchodziły też na rozmowy inne osoby, ale wszyscy na krócej i wszyscy rozmawiali o umowach o pracę. Nie usłyszałam żadnego wywiadu w "naszym" stylu.

Pan był dość miły, choc zdawało mi się, że próbował na początku troche mnie nastraszyć powagą sytuacji - dwa razy na dzień dobry podkreślił, że to jest przesłuchanie i że ja muszę o wszystkim dokładnie opowiedzieć, bo narzeczony nic nie będzie wiedział. "Oni nigdy nic nie wiedzą".

O co mnie pytano, o ile pamiętam:

1. Sprawy związane z miejscem, gdzie mieszkamy - adres, które piętro, czy mamy zwierzęta, kto z nami mieszka
2. Czy ja jestem zatrudniona, gdzie, jaka pensja, w jakich godzinach pracuję
3. Czy M. pracuje, czy ma kogoś na utrzymaniu w Polsce i Egipcie, gdzie chciałby pracować, czy szuka pracy, jak
4. Jak to było z tymi problemami ze ślubem, na czym polegały punkt po punkcie
5. Kiedy się pobierzemy lub zarezerwujemy datę ślubu
6. Jak, gdzie i kiedy się poznaliśmy
7. Ile razy się widzieliśmy od momentu poznania
8. Jak się komunikowaliśmy, gdy ja byłam w Polsce, a on w Egipcie
9. W jakim języku się komunikowaliśmy podczas pierwszego spotkania, a w jakim obecnie + w jakim języku on rozmawia z moją mamą
10. Jakie ja znam języki, a jakie on
11. Czy M. ma jakieś problemy z prawem w Polsce lub Egipcie
12. Jaki rozmiar ubrań nosi, ile rzeczy przywiózł ze sobą z Egiptu, co przywiózł mi w prezencie
13. Co dał mi na urodziny
14. Jakie są jego obowiązki w domu i czy on gotuje
15. Gdzie robimy zakupy
16. Czy spodziewamy się dziecka :)
17. Gdzie i w jakich godzinach pracuje moja mama, ile zarabia
18. Jak nazywa się moja babcia
19. Ile M. ma braci i sióstr (bez pytania o imiona)
20. Czy poznałam jego rodzinę
21. Kiedy M. przyjechał do Polski, czy to jego pierwszy pobyt w Polsce, czy był wcześniej w innych krajach europejskich
22. Kto zaprosił go do Polski

M. miał niemal identyczne pytania. Dodatkowo jeszcze: jak ja się nazywam :) i jakie są jego plany na przyszłość.

Moje wypowiedzi pan zapisywał na komputerze, co trwało dość długo. Na koniec pokazał mi plik Worda na monitorze, ja przeczytałam, czy się zgadza, wydrukował, ja podpisałam. M. miał później to samo. M. na rozmowę przyszedł z tłumaczem języka angielskiego, nie przysięgłym, który pracuje w Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej i tłumaczył M. za darmo. Serio.

Na koniec mojej rozmowy pan powiedział mi, że może przyjść do nas do domu kontrola. Odpukać nikogo nie było. Decyzja o karcie czasowego pobytu będzie w piątek. I tak czujemy się wielcy, że dotarliśmy aż tu :).

niedziela, 21 września 2014

Wczoraj minął nam rok bycia razem. Być może nie jest to normalny rok, jak to ludzie zwykle mają, gdzie spotykasz się co chwilę ze swoim chłopakiem i spędzacie razem około pięćdziesiąt weekendów, ale mimo wszystko jest to ROK.

Po roku chyba mogę powiedzieć coś, co powinno podnieść na duchu inne osoby w podobnych związkach. Mówi się i czyta dużo o tym, że międzynarodowe związki są fajne na odległość, to znaczy - fajne wtedy, gdy Ty jedziesz do niego, spędzacie bajkowy tydzień w egzotycznym kraju w pięknej scenerii, morza szum, palmy kołyszą się na wietrze, noce się nie kończą, wszędzie jest pełno kolorów i emocji, istny miodowy miesiąc. Niestety, bajeczka szybko się kończy i wracasz do zimnej Polski, ale nie martw się, będzie znowu cudownie, jak tylko do niego pojedziesz.

Eksperci twierdzą, że na tym kończą się możliwości tych związków, bo jeśli cud się stanie i Twój luby przyjedzie do Polski, zabije Was szara codzienność. Ani palm, ani jedzenia sobie z dzióbków. A przecież o tym wszystkie marzymy, prrawda. Ludzie są w stanie z sobą być w warunkach idealnych, ale Twój delikwent już się nie sprawdzi w normalnym życiu. Bo dlaczego miałby się sprawdzić?

Hm.

Moim zdaniem teraz jest między mną a M. znacznie lepiej, niż w zeszłym roku, gdy zaczynaliśmy, albo nawet jeszcze w tym, podczas miesiąca, który wiosną spędziłam w Egipcie. Mi tam się nie marzyło, żeby życie wyglądało jak niekończące się wakacje. Trzeba, naturalnie, przyznać że tygodnie spędzone w Sharmie były rzeczywiście jak z bajki i wspólnie spędzone dni były znacznie bardziej romantyczne i emocjonujące, niż teraz. Ale wolę to wszystko, co teraz robimy razem - prowadzenie domu, robienie zakupów, oglądanie dvd na kanapie, niż to, co było na początku. Teraz jest w końcu to, czego chcieliśmy od dawna, jesteśmy razem, jak ludzie. I M. sprawdza się w domu tak samo, jak w hotelu :).

Czasem oczywiście odzywa mi się taki głosik, że tęsknię za tym uczuciem, gdy odbierałam bagaż na lotnisku w Sharmie i szukałam M. na hali przylotów wśród rezydentów. I gdy jechaliśmy taksówką przez oświetlone miasto, a ja wiedziałam, że właśnie zaczyna się kolejny odcinek bajki.

Ale uczucie, które pojawiało się później, od ostatniego dnia pobytu począwszy, i które towarzyszyło mi przez kolejne tygodnie, jest nie warte tego wszystkiego. Naprawdę wolę szarą codzienność. A szaro to się w Polsce powoli robi, i dobrze. Rocznica? Gotowanie, pieczenie muffinków, wino i telewizja. Nie chciałam nic więcej.

M. dostarczył kolejne dokumenty do urzędu, będzie miał NIP, a za dwa tygodnie będziemy już wiedzieć, czy zostanie.

środa, 10 września 2014

Przyszło pismo z Długiej. Znamy termin wywiadu i decyzji w sprawie karty czasowego pobytu. Najpierw jednak M. ma 14 dni na dostarczenie kilku dokumentów (jeśli nie, to podejmą decyzję na podstawie tego, co już mają) i niezwłocznie może (niezwłocznie może, ale nie musi) przyjść do urzędu po stempelek do paszportu. Idzie załatwiać to sam, dla mnie to i tak sukces, że będę mogła wyrwać się z pracy na wywiad. Teraz czas zacząć się modlić, a może dopiero po wywiadzie?