Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
poniedziałek, 28 września 2015

Przyjaciółka się niedawno zaręczyła. Następnego lata będzie ślub :). Inna znajoma co i rusz publikuje teksty na swoim blogu o ślubie, który brała trzy lub cztery lata temu (srsly...?), a ostatnio przedstawiła swoją listę pomysłów, jak oszczędnie zaplanować wesele. Chyba na moim blogu nie było takich typowo dziewczyńskich tekstów, bo pisałam bardziej o papierkach i tłumaczu przysięgłym, ale czemu miałabym i ja nie napisać, jak wyglądała nasza organizacja ślubu? Będzie po dziewczyńsku. Gdy wychodzisz za mąż za cudzoziemca, skupiasz się na dopełnieniu wszelkich możliwych formalności, żeby biedaka Straż Graniczna nie deportowała spod ołtarza (lub Godła :)). Z całym szacunkiem, białe gołębie i konfetti brzmią wtedy jak przedszkole.

Zacznijmy od ciuchów :). Sukienkę kupiłam na Allegro. Jej przeróbka niestety kosztowała równiutkie drugie tyle, ale i tak było to łącznie mniej niż pół ceny tego modelu ze sklepu (te informacje pochodzą z metek i internetu, ja sama nie odwiedziłam ani jednego salonu sukien ślubnych). Biżuteria była w prezencie od siostry i cioci. Makijaż i fryzura w moim salonie kosmetycznym, do którego chodzę od liceum. Buty (sandałki :)) miałam z sieciówki za kilkadziesiąt złotych. M. buty miał trochę lepszej jakości, z tego samego sklepu. W sandałach przechodziłam całe lato i na pewno za rok nadal będą dobre. Niestety, jego garnitur kosztował tyle, co moja suknia bez przeróbek. Ale chodził w nim też do pracy, więc warto. Obrączki trochę opróżniły nam konto, na tym nie oszczędzaliśmy, ale niech to zostanie już między nami :).

Na kolacji po ślubie było łącznie z nami 35 osób. Cudowna restauracja, niestety wcale nie tania, do tego open bar dla każdego. Ale czytałam, że w tzw. salach weselnych dziewczyny płaciły od 200 do 500 zł za talerzyk, alkoholu nie licząc, więc... nie ma porównania. W restauracji nie ma instytucji DJa lub innych weselnych osób, więc problem z głowy. Za to przez pół wieczoru grał pan na pianinie na żywo, co naprawdę uwielbiam, więc zamiast płacić dodatkowo za jakąś obciachową muzykę my mieliśmy w cenie minikoncert. Rezerwację mieliśmy od osiemnastej do północy, czyli do zamknięcia. Trzeba było dodatkowo zapłacić za dwupoziomowy tort z owocami, był to koszt 400 zł. Tort wjechał na salę w otoczeniu zimnych ogni i piosenki "Sto lat", to już była inicjatywa restauracji, nie wiedziałam, że takie coś będzie :).

Zaproszenia chciałam zrobić sama, ale ręce opadły mi zanim jeszcze się doliczyłam, ile by ich było, więc zamówiliśmy je w małej firmie po 2,20 za sztukę. Były gotowe w niecały tydzień. Jeszcze nam zostały. Winietki na stół z imionami gości powycinałam i powypisywałam odręcznie sama, służył do tego blok techniczny i złoty marker. Nie zamawialiśmy żadnych dodatkowych atrakcji typu przywieszki na butelki (WTF?!). Przynieśliśmy księgę gości w formie zeszytu, ale... zapomnieliśmy ją wyjąć z torby :( :).

Bukiet zrobiliśmy z M. sami w dniu ślubu, wcześniej kupiłam przez internet kilka gadżetów do przygotowywania kwiatów. Wiązanka była więc domowej roboty z prostych białych kwiatów kupionych na bazarku, może nie idealna, ale moja przyjaciółka chce, bym zrobiła bukiet i dla niej za rok :).

Na ślub przywieźli nas nasi świadkowie swoim samochodem, żadnych kokardek, kwiatków i Boże broń wynajmowania limuzyn.

Fotografa znalazłam przez ogłoszenie na Gumtree, był z mojej dzielnicy i jego honorarium wyniosło 300 zł. Zdjęcia są dokładnie takie, jak chciałam, proste, sporo portretowych, bez dziwnych ujęć z podwiązkami. Niedługo parę zdjęć zawiśnie u nas w ramkach na ścianie. Nie mieliśmy kamerzysty, ale moja przyjaciółka nakręciła parę filmików na GoPro.

Wydatek, którego nie unikniecie, ale niech będzie nawet jak najwyższy, bo jest jednym z najważniejszych w tej całej imprezie (jak nie najważniejszym), to honorarium tłumacza przysięgłego. W naszym przypadku było to 250 zł. Ponieważ był to ślub cywilny, nie dotyczyły nas opłaty kościelne "co łaska, ale dwa tysiące". Opłata za sporządzenie aktu małżeństwa wynosi 84 zł i dokonaliśmy jej w grudniu podczas składania dokumentów w USC.

Następnego dnia zamówiliśmy do domu sushi i wypiliśmy szampana, sama najbliższa rodzina (7 osób).

Ślub był dla mnie wymarzony, elegancki, kameralny, bez pompy i przesady, bardzo nastrojowy. I tak trochę kosztował mamę i nas, ale obyło się bez kredytów i takich tam, no ;). Na organizację wszystkiego mieliśmy pół roku, ale spokojnie wystarczą dwa miesiące, z czego połowę czekasz na sukienkę, a trzy czwarte na obrączki. Niedawno minęły trzy miesiące, to już kwartał :)!

15:37, lamalaa , ślub
Link Komentarze (5) »
sobota, 26 września 2015

Od dwóch tygodni jesteśmy już w nowym mieszkaniu. Odsetek kartonów powoli maleje, a teraz mamy już nawet internet, więc mogę dać znak życia ;). Urządzanie domu podobno trwa latami. My nie mieliśmy dużo rzeczy, więc mamy dużo miejsca, taka reguła. Mamy też dziwnych sąsiadów, którzy lubią przed pracą i po niej słuchać przeładowanej basami muzyki. Jeden wczoraj wywiesił flagę Polski Walczącej, czy nie wiem o jakimś święcie? Bo chyba nie ma to nic wspólnego z dzisiejszymi kolejnymi żenującymi ogólnopolskimi manifestacjami przeciwko imigrantom? Flaga zacna powiewa w deszczu na balkonie, tuż obok naszego.

M. jest przeciwko imigrantom. No pięknie, nie lubi swoich ziomków. Jego zdaniem większość uchodźców to nie uchodźcy, tylko emigranci ekonomiczni, więc jest w tej opinii bardzo polski. Powiedział, że zna Arabów i wie, że oni chcą przede wszystkim kasy i socjalu. Zna Arabów, nie da się ukryć, ale zaskoczył mnie swoją postawą. Zapytałam go, czy on sam nie czuje się imigrantem ekonomicznym. Nieee, a skąd! U nas była inna sytuacja, ja przyjechałem do mojej narzeczonej, aby założyć rodzinę! Myślałam, że będzie za tym, aby więcej osób reprezentujących jego kulturę pojawiło się w Europie. A tu wcale nie.

Mamy trochę uchodźców w Polsce, ale tych nowych, o których wszyscy mówią, jakoś na razie nie widać. Ciekawe zjawisko, swoją drogą: wirtualni uchodźcy sieją postrach wśród Polaków, narzucają szariat i hidżaby, zwalczają katolicyzm i wartości europejskie, nawet jeszcze nie postawiwszy nogi na polskiej ziemi :). To się nazywa moc!

Dzięki mojej mamie znam jedną rodzinę czeczeńską, która mieszka w Polsce od paru ładnych lat. Tu urodziły się dzieci, wszyscy mają stały pobyt. Są muzułmanami, panie chodzą w ciuchach, chociaż córki już nie (te chusty to obecnie palący temat, punkt programu i gwóźdź do trumny polskiej wolności, przecież). No i ci Czeczeni właśnie byli jedynymi osobami, które zaoferowały nam swoją pomoc przy przeprowadzce. Był jeszcze jeden przyjaciel domu, który pomógł odłączać to czy tamto, no i panowie od przeprowadzki, którzy wystawiają faktury (żeby nie było, że wszystko swoimi siłami zrobiliśmy; bez firmy przeprowadzkowej nie da się tego zrobić). Czołowi wrogowie polskiego ładu i wywalczonej latami emancypacji kobiet, muzułmanie, bardzo nam pomogli w ostatnim czasie i zrobili to bezinteresownie. Ale przecież najważniejsze dla nich, by kobiety nie nosiły krótkich spódniczek i żeby nie sprzedawano alkoholu! ;)

Btw. Skoro każdy jeden uchodźca jest emigrantem ekonomicznym i chce tylko niemieckich pieniędzy, to przecież dzień-dwa i już go u nas nie będzie. Warto tak maszerować w te i wewte?

wtorek, 08 września 2015

"Pod naszymi tekstami o uchodźcach pojawiała się zatrważająca liczba komentarzy, które nawoływały do przestępstw, zawierały treści rasistowskie i ksenofobiczne. Nie chcemy ich pokazywać. Nie godzimy się na naruszanie godności innych ludzi na naszym forum. Dlatego zdecydowaliśmy, że wyłączymy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Będziemy też zgłaszać do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle rasowym i religijnym." (Gazeta.pl)

Polski hejt :).

Nie mam sprecyzowanej opinii na temat tego całego kryzysu migracyjnego. Nie wszystkim ludziom można wierzyć, z pewnością część "potrzebujących" wcale nie jest potrzebująca, jak świat światem. Wystarczy zajrzeć za róg, co nie. Ale to jakby nie nasza sprawa, od tego są rozmaite służby, by sprawdzić, kogo się wpuszcza na teren kraju. My na pewno nie zrobimy tego lepiej, a co dopiero mali hejterzy, którzy swoją wiedzę o świecie opierają na filmikach z YouTube'a. Wiecie, że najwięcej oporów przed obcym mają środowiska, które mają tego obcego najmniej?

Z pewnością uchodźcom będzie w Polsce niełatwo, bo nasze państwo niespecjalnie opiekuje się rodzimymi biedakami, a co dopiero przyjezdnymi. A do tego nasze społeczeństwo jest tak otwarte i światowe, że szkoda gadać. Ale może na początek wystarczy to, że bomby nie spadają tutaj ludziom na głowę.

O problemach z migracją (swoją drogą, w XXI wieku brzmi to trochę jak "problemy z internetem" lub "problemy z pracą", nic nowego, nie unikniesz) powinno się rozmawiać z osobami, które coś na ten temat wiedzą. Do tej grupy z pewnością nie należą autorzy artykułów, wyrażający obawę, że uchodźca każe Twojej żonie założyć chustę na głowę :))))) lub twierdzący, że prawosławie to nie chrześcijaństwo. Ale już na tym blogu wspominałam, że najchętniej w niektórych sprawach wypowiadają się ludzie, którzy mało wiedzą. Jeden wielki festiwal badziewia, prowokacji, straty czasu i nerwów.

Ja z natury jestem tolerancyjna, inaczej nie mogłabym żyć w związku z cudzoziemcem. Nie jestem też specjalnie naiwna, nie patrzę na świat przez różowe okulary. Gdybym patrzyła, to pewnie byśmy nie przeszli przez te wszystkie biurokracje, wizy i tak dalej, bo za bardzo byłabym skoncentrowana na wierzeniu w "habibi I love you" (którego to bałamucenia, swoją drogą, w naszej relacji nie było). Puenty nie będzie, imigranci będą w Polsce tak czy tak, czy to się komuś podoba czy nie. Polacy się przyzwyczają, ale trochę im to zejdzie.

wtorek, 01 września 2015

Ostatnie dni w domu. 27 lat spakowanych w kilkanaście kartonów, większość już jest tam, ciągle potykamy się o te, które jeszcze mają się do czegoś przydać i potrzebujemy ich tu na miejscu. W tym miesiącu już będzie nowy Dom.

Ile czasu potrzeba, aby dom zaczął być Domem?

Nie miałam okazji przeżyć etapu mieszkania samodzielnie. Tak jak na filmach, gdzie singielki piją wino do nocy, oglądają dvd z kumpelami, wracają z imprez, gotują makaron po pracy i tak dalej. Mieszkałam z rodziną, a rok temu dołączył do mnie M. i tak już zostało. Teraz będziemy tworzyć nasz wspólny dom razem, od podstaw, od gołego betonu w zasadzie ;). To jest sens życia, to prawda.

Ale czasem tak by się chciało mieć świadomość, że na święta jeszcze mogę przyjechać... Że wigilia będzie po staremu, albo że można odwiedzić mamę, zajrzeć do swojego starego pokoju. Taka jest u nas sytuacja, że nie będzie takiej szansy. Nie tylko ja wyfruwam z rodzinnego gniazda. Nienajłatwiejsza to sytuacja, ale też prawda, że kilka rzeczy w moim życiu wydarzyło się niezgodnie z jakimikolwiek planami. Po prostu tak jest i już.

Tworzenie domu to chyba najważniejsze jak na razie zadanie w całym moim życiu i jestem mu aktualnie oddana w pełni :). Z jednej strony chodzi o logistykę dźwigania tych kilogramów (ludzie kochani - stanowczo mamy wszyscy za dużo rzeczy) czy walkę z programem do projektowania kuchni, z drugiej jest to czas przyzwyczajania się i oswajania nowego miejsca, w którym mam rozpocząć kolejny etap życia. Pewnie na tyle ważny, że nie obejmuję jeszcze tej ważności swoim małym rozumkiem ;).

To taka notka dzisiaj nie-międzykulturowa, tylko taka od serca. Niezależnie, jakiego faceta masz, momenty przełomowe są wszędzie takie same.

Slipping through my fingers all the time
I try to capture every minute
The feeling in it

Sometimes I wish that I could freeze the picture
And save it from the funny tricks of time...