Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
środa, 19 października 2016

Chcę się pochwalić (a może nie się, tylko kogoś innego), że znajoma z kręgu okołorodzinnego wyszła niedawno za mąż za Egipcjanina. Mieszkają tam, on jest Koptem. Dwaj egipscy mężowie w jednej rodzinie - taka polska sytuacja :).

Ostatnio przekonuję się trochę, co to znaczy być zapracowanym. Swoją pracę mam, do tego praca M., co do której co jakiś czas obiecuję sobie, że ukrócę to jeżdżenie tam i siedzenie z nim, niech sam robi, skoro tak chciał. Weekend ostatni raz miałam po urlopie. Czekaj, jakim urlopie w ogóle? ;) Na szczęście w mojej pracy dodatkowa fucha tymczasowo nie doszła do skutku, więc przynajmniej nie dojdzie mi więcej obowiązków, na razie. Zamiast tego zaczął się doktorat, co też wymaga trzeźwości umysłu. Od dwóch tygodni chcę zrobić zupę dyniową i nie jestem w stanie. Może dziś? Ale czemu ja mam robić zupę dyniową, skoro mam kucharza w domu? Ano tak to jest właśnie, szewc bez butów chodzi. Naszą nową normą jest jedzenie gotowych dań odgrzewanych w mikrofali, raz w tygodniu staram się zrobić zacniejszą kolację, której zazwyczaj nie kończymy, bo albo komu chce się jeść o dziesiątej wieczorem, albo przysypiamy na kanapie. Uwielbiałam naszą domową kuchnię i tradycję niedzielnych rybnych obiadów, teraz mam wrażenie, że istnieje tylko fast food :). Tak nie będzie zawsze - moja nowa mantra.

Ale nie piszę tego wszystkiego w klimacie narzekania lub malkontenctwa. Bardzo, naprawdę bardzo się cieszę, że M. ma prawdziwą pracę, robi coś dobrego dla innych i dla nas. Spełnił swoje marzenie o własnej firmie, chociaż wiadomo, że taka praca ma wiele odcieni, dobrych i słabszych stron. Ale zapadł mi w pamięć jeden obrazek z internetu, taka życiowa rada: gdy masz ochotę ponarzekać na swoją pracę, pomyśl o tych, którzy w ogóle jej nie mają. My akurat oboje wiemy, co to znaczy, dlatego tym bardziej doceniamy każdy pracowity dzień, nawet jeśli kończy się po 22. Na razie wszystkie ręce na pokład i rozwijamy interes wspólnymi siłami. Co nie znaczy, że dziś nie zamierzam zrobić sobie wolnego. Po własnej pracy. Dzięki. :)



wtorek, 04 października 2016

Szybko to wszystko poszło. Ciekawe, że najpierw człowiek tygodniami, miesiącami robi plany i zastanawia się, jak to wszystko będzie we własnej firmie wyglądało. A potem w końcu ją otwierasz i wszystko zaczyna pędzić. Czasem aż mnie to trochę przeraża i onieśmiela, że M. załatwia coraz to nowe sprawy i przed niczym się nie wycofuje. Dopóki wszystko pozostawało w sferze planów i względnej niemożliwości, fajnie było sobie tak gadać i snuć różne wizje. A teraz już jesteś w tej sytuacji, masz tę swoją działalność gospodarczą i możesz realizować to, co sobie założyłeś. Nawet nie tyle możesz, co musisz.

Gdyby ktoś potrzebował porady, jak się otwiera firmę, to ja chętnie pomogę ;). Polecam szczególnie moment, gdy orientujesz się, że została na przykład jeszcze tylko jedna rzecz do załatwienia. Czyli resztę z listy można sobie odhaczyć. Wszystko to brzmi dość abstrakcyjnie, ale organizacja własnej firmy to dla mnie zupełnie nowy teren. I do tego tak mi się w życiu złożyło, że to nie ja jestem właścicielką tej firmy, tylko mój egipski mąż. Przechodzę więc przez wszystko razem z nim, żeby mu w miarę możliwości pomóc. Ale zauważam też po mału z satysfakcją, że M. już na tym wsparciu tak bardzo nie polega. Sam spotyka się z tymi wszystkimi ludźmi, dzwoni, wysyła, zamawia, sam zaczyna odwiedzać urzędy. Im więcej wyzwań, tym mu zresztą lepiej idzie. Odpukać.

Nasze życie też błyskawicznie się zmieniło. Miałam faceta w domu i nagle nie mam :). Szybciutko opustoszała lodówka, pranie zaczęło zalegać, śmieci same się nie wynoszą. Z pracy przed komputerem przeskoczył na pracę siedem dni w tygodniu po dwanaście godzin, plus dojazdy. No ale na swoim. Ja po swojej pracy jeżdżę do niego i działamy razem. Tak nie będzie zawsze, ale na starcie chyba tak milej, jak ktoś z tobą jest.

To jest taki stan, taka sytuacja, której kompletnie bym nie przewidziała jeszcze pół roku temu. Po raz kolejny okazuje się, że sytuacja zawodowa nie jest dana raz na zawsze i że jest w stanie w krótkim czasie diametralnie się zmienić :).