Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu
wtorek, 12 lipca 2016

Lato w Polsce. Temperatury od 13 do 32 stopni, zależnie od pory dnia. Od deszczu, przez nawałnice, upały, grad, aż po listopadową mżawkę i przeszywający lodowaty wiatr. To, co latem w Warszawie jest pewne, to brak pewności, w co się rano ubrać. I puste (względnie) ulice. Wracam z pracy średnio dwadzieścia minut krócej, niż poza sezonem wakacyjnym. Teraz to tu można żyć :).

Okazało się, że zamiast jednego wolnego tygodnia mogę mieć dwa, więc skrupulatnie już ten czas zaplanowaliśmy. Po raz pierwszy od piętnastego roku życia wybieram się nad polskie morze. Będzie więc tak samo nowe dla mnie, jak dla M. Tak samo z Mazurami, które zobaczyliśmy podczas dwóch weekendów. Jednym z moich planów na ten rok było pokazanie trochę więcej Polski M. i jakimś cudem mi się to udaje. Kraków, Mazury, zaraz Toruń i Bałtyk. To sporo jak na jeden rok dla osób, które nie ruszały się poza Warszawę lub Zakopane. No i zobaczymy, co mu się spodoba najbardziej. Do dziś zwraca uwagę, gdy jest zielono i pusto lub cicho. Czyli dokładna odwrotność Egiptu.

Lato jest takie krótkie, korzystajmy! :)

piątek, 24 czerwca 2016

Czasem trafia się w Internecie albo prasie na mało uprzejme komentarze, że Polka, która wiąże się z egipskim mężczyzną, to niewykształcona małolata, w najlepszym wypadku świeżo po maturze, pochodząca z małej miejscowości lub wsi, ledwo mówiąca po angielsku (to i niewiele zrozumie), lecąca w trzy minuty na czarne oczy i banalne czułe słówka. Że taką to można łatwo przekabacić na islam, zabrać komórkę, zakazać nauki, zamknąć w domu i zawinąć w hidżab. O co chodzi z tym zamykaniem w domu i hidżabem, swoją drogą, jak w domu one tego nie noszą. No to zamyka w domu czy wyrzuca na ulicę? Ot konsekwencja.

Tak mi się złożyło, szczęśliwie dla mnie, że dzięki niniejszemu blogowi poznałam bardzo dużo kobiet w związkach z Egipcjanami i innymi cudzoziemcami, nie tylko pochodzenia arabskiego. To, że do mnie czasem piszecie, jest największym sukcesem mojego blogowania. Wszyscy jesteśmy dość anonimowi i wszystko, o czym rozmawiamy, pozostaje za zamkniętymi drzwiami. Mówicie o sobie tyle, ile chcecie. Dzięki mailom i różnym wiadomościom, które dostaję, ale też dzięki źródłom internetowym z kategorii tych zacniejszych mogę powiedzieć coś o sylwetce współczesnej partnerki Egipcjanina, partnerki-Polki.

Kobiety Egipcjan i innych obcokrajowców, te, które poznałam, wcale nie są niedouczonymi siksami, które zakochały się pierwszego dnia pobytu w innym kraju i były do tego nieustająco pijane. Skąd się w ogóle bierze to założenie? No muszą ci dziennikarze skądś wytrzaskiwać takie rewelacje, ale urozmaiciliby już trochę te swoje historyjki, bo to się nudne robi.

Kobiety, które do mnie piszą, mogłabym podzielić na dwie główne grupy, trochę ze względu na wiek, a trochę sytuację życiową, bo te dwie rzeczy niemal we wszystkich historiach idą ze sobą w parze. Pierwsza grupa to kobiety w młodym wieku, w większości po studiach albo kończące studia, którym to kobietom się tak niefortunnie zdarzyło związać z Arabem :) a to jest taki moment życia, gdy chcemy gdzieś zapuścić korzenie, założyć rodzinę. Stąd te wszystkie zaręczyny i śluby, a Egipcjanin to bardzo wdzięczny i chętny materiał na narzeczonego. Różnie bywa z pracą, te bardziej dorosłe przeważnie już mają i pracę i mieszkanie, młodsze jeszcze mieszkają z rodzicami i dopiero organizują tę swoją dorosłość.

Druga grupa czytelniczek to kobiety z większym doświadczeniem i bagażem życiowym. Często okazuje się, że ten Egipcjanin to już nasz drugi mąż, sam po rozwodzie, z dziećmi na karku. Częściej mieszka już gdzieś na terenie Europy. O ile w przypadku młodszych związków Egipcjanin przebywający w Europie to często student (wieczny), to tutaj w grę wchodzi już poprzednie międzynarodowe małżeństwo (choć nie zawsze). Egipski partner okazuje się ostoją po tych wszystkich perturbacjach z nieudanymi związkami lub małżeństwami z Polakiem.

Zdarza się, że egipski chłopak jest tylko przelotnym romansem. Bo obie strony są dorosłe i mają taką chęć. Nie powiedziałabym wcale, że ktoś tu kogoś wykorzystuje lub oszukuje; Polki wiedzą, czego chcą, doskonale wiedzą, do czego służy orfi (również, a może przede wszystkim, te przebywające w stałych związkach). Więc też to całe wypisywanie, że głupia Polka ze wsi nie wie, że orfi to żadne małżeństwo i że służy do wykorzystywania jej głupoty, to o kant de potłuc.

Najczęściej Egipcjanin jest od nas starszy. Chociaż poznałam też parę osób, gdzie sytuacja jest odwrotna, ale były to udane związki :) W ogóle, co będzie chyba najważniejszą informacją w tej notce, zdecydowana większość mieszanych związków jest udana - przynajmniej w momencie, w którym z daną osobą się kontaktowałam. Problemy pojawiają się, gdy on chce już ślub, nie chce przyjechać do Polski lub ma mało pieniędzy i pary nie stać na wspólne życie. Największy problem jest z odrzucanymi wnioskami o wizę i brakiem pracy w Egipcie i/lub Polsce. Do tego dochodzą kłopoty charakterologiczne, bo Egipcjanie - nie wiem, no chyba wszyscy po prostu - są w gorącej wodzie kąpani razem z tą swoją gorącą południową krwią, mają mocne charaktery i osobowości. Jak trafi kosa na kamień, i to polski lodowaty kamień, to wojna murowana. Chociaż np. M. ma w Warszawie dwóch egipskich przyjaciół, jeden trochę bliższy niż drugi. I oni są skrajnie różni, jak ogień i woda, chociaż woda nie oznacza tutaj w żadnym wypadku ciepłych kluch. I M. gdzieś pośrodku :).

Chyba więcej szczegółów Wam nie podam, bo każda historia jest nieco inna, więc w tym miejscu kończą się ogólne podsumowania :). To taka notka ku pokrzepieniu serc, bo wiem, jak ważne jest poczucie, że nie jesteśmy same ani jedyne w danej sytuacji. Czasem ma się wrażenie, że jest się jedyną osobą na świecie związaną z cudzoziemcem, skoro tak ciężko jest znaleźć poradę lub wsparcie. Cóż, nie jest nas wiele, ale... mimo wszystko jesteśmy i mamy się bardzo dobrze :).

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Taka mała prywata - dzisiaj mamy roczek ;) Nadszedł i taki dzień.
Pierwszą rocznicę świętowaliśmy na Mazurach, które są nowe też dla mnie, kontynuujemy w ten weekend.
Małżeństwo polecam wszystkim! Naprawdę :).



I look and stare so deep in your eyes
I touch on you more and more every time
Such a funny thing for me to try to explain
How I'm feeling and my pride is the one to blame
And I still don't understand
Just how your love could do what no one else can

Got me looking so crazy right now
Your love's got me looking so crazy right now
Got me looking, got me looking so crazy in love


wtorek, 14 czerwca 2016

Korzystając z dnia wolnego, który wzięłam sobie dzień po niedzielnym weselu przyjaciółki, poszliśmy wczoraj do naszego urzędu dzielnicy, aby złożyć wniosek o wydanie polskiego prawa jazdy. Byłam wewnętrznie przygotowania na miliard problemów z papierami, a nie było żadnego! Złożyliśmy wniosek, M. dostał karteczkę z potwierdzeniem i teraz czekamy na kontakt od urzędu, który musi sprawdzić prawdziwość jego egipskiego prawa jazdy. Jak już sprawdzi, przyjdziemy odebrać jakiś dokument Kandydata na Kierowcę :) i z tym udamy się do ośrodka egzaminacyjnego zapisać się na egzamin z teorii po angielsku.

Dokumenty, które trzeba złożyć, aby wymienić egipskie prawo jazdy na polskie:

- oryginał egipskiego, ważnego prawa jazdy; pani robi kopię, oryginał oddaje

- tłumaczenie przysięgłe egipskiego prawa jazdy na język polski

- wypełniony wniosek o wydanie prawa jazdy, identyczny jak dla Polaków (do ściągnięcia ze strony urzędu)

- podpisane oświadczenie o prawdziwości danych (do ściągnięcia ze strony urzędu)

- 1 zdjęcie jak do karty pobytu (i chyba większości polskich dokumentów)

- potwierdzenie zameldowania minimum pół roku, wystarczy kopia, mieliśmy też oryginał

- aktualna karta pobytu, pani robi kopię, oryginał oddaje; paszportu nie trzeba

- pani dała nam też oświadczenie do wypełnienia, czemu M. nie miał nieprzerwanego półrocznego meldunku. Nie miał, bo od października czekał na nową kartę pobytu, dostał ją dopiero w styczniu i wtedy go zameldowaliśmy. Napisałam oświadczenie, M. podpisał. Pani zrobiła też xero starej karty pobytu

- opłata za wydanie prawa jazdy 100,50 zł, do zrobienia w kasie urzędu w trakcie składania wniosku. Pani wzięła od nas potwierdzenie opłaty.

Teraz urząd sprawdzi, czy egipskie prawo jazdy jest prawdziwe. Podobno kontaktują się w tych sprawach z Ambasadą. Dzięki temu M. ma trochę więcej czasu na nauczenie się przepisów, których nie uczy się wcale a wcale. Nie wiem, jak on chce zdać egzamin. Pewnie za pierwszym razem nie zda, jak większość Egipcjan, którzy próbują.

Mieliśmy małą obawę związaną - oczywiście - z nazwiskiem. Nasza pani tłumacz podzieliła jego cztery imiona na dwa imiona i dwa nazwiska, bo podobno na to zgadzają się urzędy. A meldunek dostał przecież na cztery imiona i brak nazwiska. Na szczęście pani w urzędzie nie robiła problemów, była nam bardzo przychylna :) Powiedziała, że dane muszą być takie same, jak w karcie pobytu. Przy niej wypełniłam linijki we wniosku dotyczące imienia i nazwiska, zgodnie z jej zaleceniem. Dobrze, że M. ma PESEL i po tym każdy urząd może go znaleźć. Myślę, że wyciągnie go to z wielu administracyjnych tarapatów w przyszłości :).

piątek, 10 czerwca 2016

Tytuł, nawet przy najlepszym życiu seksualnym ever, brzmi trochę jak dzień jak co dzień ;). Co nadzwyczajnego jest w tym, że facet chce, a kobieta nie ma ochoty? Znowu? Wielkie rzeczy. Chociaż dziewczyny żyjące w związkach na odległość pewnie sobie tego nie wyobrażają. Rany boskie, jak można nie chcieć! Jednak nie o pożyciu seksualnym będzie ta notka, choć nie ulega wątpliwości, że tym wstępem zdobyłam już Waszą uwagę :).

Chciałabym nawiązać do kolejnej sfery życia osobistego i rodzinnego, która różni nasze dwie kultury. Chodzi o... rodzinę właśnie, a konkretnie jej zakładanie. Wydaje się, że Egipcjanom się do wszystkiego bardzo spieszy. Zaręczyny już, ledwo się poznaliśmy, ślub raz-dwa jak tylko odłożymy pieniądze, dziecko poczęte w noc poślubną o ile laska nie zgrywa cnotki-niewydymki, a już na pewno w podróży poślubnej. Jak rok po ślubie nie będziecie przynajmniej w ciąży, chyba coś jest nie tak z jego potencją, albo Twoimi jajnikami.

U nas w Polsce jest inaczej, co jest truizmem, ale czasem trzeba to kijem wbijać do tych pięknych kędzierzawych głów. Polskim mężczyznom nie spieszno wcale do pierścionków, ślubów i pieluch. Skoro mogą mieć to wszystko za darmo, to po co zmieniać stan rzeczy? A polskie kobiety jednak czasem by chciały. Co więcej, chciałyby mieć wszystko po kolei, najpierw pierścionek, potem wesele...

M. twierdzi, że celem życia Egipcjanek jest zamążpójście i urodzenie dzieci. Czyli założenie rodziny, która wypełnia im cały świat; najczęściej nie mają nic poza nią. Robią to szybciutko, ledwo skończą studia albo i nie. Po zaręczynach mają trochę czasu, by się wzajemnie poznać (tak, moi drodzy), robią wesele jak sto pięćdziesiąt, potem następuje noc poślubna czyli festiwal zażenowania, braku umiejętności, stresu i rozczarowania, i w końcu rodzimy, czyli nasz ślubny jest usidlony.

Nigdy nie piszę na blogu o najbardziej prywatnych sprawach, ale wiem na przykład, że M. bardzo chciałby mieć dzieci, w ogóle to mógłby je mieć już jakieś dziesięć lat temu, ale musi poczekać na to, aż ja też będę chciała. Aż to będzie ten moment w naszym życiu. On wszystko wie, że w Europie żyje się inaczej, że dziecko to decyzja, trzeba mieć jakieś zabezpieczenie, pracę, oszczędności, i musiał przestawić się na takie pojmowanie rzeczywistości. Kto by się takimi przyziemnymi sprawami przejmował w Egipcie, gdzie dziecko jest błogosławieństwem i darem od Boga. No przecież u nas też jest...

Polki, które zakochują się w Egipcjaninie, i nie mówię tu o turystkach, które chcą się zabawić i nikomu tym nie szkodzą, szybko zderzają się z jego potrzebą założenia rodziny. Zaczynają się wyznania miłości, oświadczyny i tak dalej. Dla nas, przyzwyczajonych do pełnej rezerwy postawy polskiego mężczyzny, jest to powód do podejrzeń, że coś tu jest nie tak, że on chce mnie wykorzystać. Tymczasem nie wszystkie wyznania "aj low ju" są podszyte kłamstwem i chciwością. Oni naprawdę są gotowi szybciej, niż my i nie oznacza to, że ich postawa jest gorszej jakości. Tylko czasem trochę dłużej zajmuje im zmiana strategii zdobycia kobiety z czułych i tandetnych słówek na budowanie prawdziwej relacji.

Facet pada na kolana, a kobieta jeszcze nie chce... Ani tych pierścionków, ani ślubów... Musi biedak poczekać, aż ich związek dojrzeje do takiego punktu, w którym planuje się wspólną przyszłość. W Polsce zaręczyny i ślub są uwieńczeniem pięknej relacji i miłości, to trochę trwa, przynajmniej tak by się wydawało, o ile chłop się przełamie, pójdzie do tego Apartu i kupi ten kawałek złota. W Egipcie zaręczyny są punktem wyjścia, od tego wszystko się zaczyna. No i masz potem życie jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co z niego wyciągniesz.

Takie to rozważania o ślubach i dzieciach. W niedzielę przyjaciółka wychodzi za mąż, ja zasilam szereg drużbów, wszyscy znajomi dookoła myślą o zakładaniu lub powiększaniu rodziny, to jest ten czas w naszym życiu. I wiecie co... nasi egipscy rówieśnicy są jakieś dziesięć lat przed nami i uśmiechają się pod nosem.

środa, 08 czerwca 2016

Jest pewna kwestia religijna, która ostatnio daje mi dużo do myślenia, chociaż mnie absolutnie nie dotyczy. Co jakiś czas pojawia się w Internecie to samo pytanie, a mianowicie - czy muzułmanka może poślubić innowiercę?

Poniżej takiego pytania zazwyczaj pojawia się walka na noże i wyśmiewanie od głupich krów i niedoinformowanych. A najlepsze są te internautki (bo faceci się nie wypowiadają, pewnie ich to niespecjalnie obchodzi), które upierają się przy swoich niekoniecznie słusznych racjach.

Chciałabym poruszyć to zagadnienie na moim blogu, z nadzieją, że znajdzie się ktoś naprawdę kompetentny w temacie i rozwieje kobiece wątpliwości. Jak ktoś zadaje na forum takie pytanie, to raczej nie jest partnerem typowego Araba z Sharmu, bo typowy Arab z Sharmu to muzułmanin, a typowa Polka w Sharmie to chrześcijańska turystka (chyba, że zdążyła przejść na islam). Jest to być może jakieś krzywdzące uogólnienie, ale kto się z tym nie zgodzi, poza tym przypominam słówko "typowy".

Z punktu widzenia polskiego prawa, Urząd Stanu Cywilnego nikogo nie pyta o wyznanie. Jeśli decydujemy się na ślub cywilny, w składanych przez nas dokumentach nie ma ani słowa o religii. To oznacza, że żenić się może każdy z każdym. Pobieracie się i jesteście legalnym małżeństwem, niezależnie od Waszej wiary.

Ograniczenia stawiane ewentualnym narzeczonym są bardzo klarownie opisane w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (Ustawa z 1964 roku), a są one w skrócie takie (jakby ktoś po ponad 50 latach funkcjonowania tego prawa nadal miał wątpliwości):

- trzeba mieć 18 lat, lub 16 i zgodę opiekunów + kilka detali związanych ze sprawą wieku

- nie można być całkowicie ubezwłasnowolnionym

- trzeba być zdrowym psychicznie, chyba że choroba nie zagraża małżeństwu i potomstwu + wyjątki

- nie można być aktualnie zamężnym/żonatym :)

- nie można zawrzeć małżeństwa z krewnymi, rodzeństwem i powinowatymi w linii prostej (ci ostatni to np. teściowa i obowiązuje to nawet po rozwodzie, chyba, że Sąd wyrazi zgodę)

- nie pobiorą się przysposabiający i przysposobieni

Jak widać, polskie prawo nie stawia ograniczeń religijnych. Kościół Katolicki pewnie stawia swoje, ale to już inne przepisy :).

Prawna możliwość to jedno, a życie religijne i czystość sumienia to drugie. Zgodnie z islamem muzułmanka nie może wyjść za innowiercę, bo dziecko dziedziczy religię po ojcu. Nie traćmy owieczek, zyskujmy je za to. Islam nie jest tu jedyny, na ślubie katolickim składa się oświadczenie, że dzieci będą katolikami oraz będą wychowywane w wierze katolickiej. Ciekawam, ile par wywiązuje się z drugiego obowiązku, pod którym się podpisali.

Wychodząc za chrześcijanina w Polsce, muzułmanka łamie zasadę swojego wyznania, ponosząc religijne konsekwencje, a może nawet społeczne? Nie jestem na tyle znawcą tematu, aby powiedzieć, jakie to dokładnie konsekwencje. Prościej jest mi porównać to do własnego podwórka. Jeśli dwóch katolików pobiera się cywilnie, nie kościelnie, to pakują się w życie w grzechu aż po grób, chyba że jednak po drodze pobiorą się kościelnie. O tych, co żyją bez ślubu, to szkoda gadać drogi panie.

Schody zaczynają się, jeśli taka mieszana para chce się pobrać w Polsce, a potem zamieszkać w kraju muzułmańskim. Przypuszczam, że kobieta-muzułmanka ma wtedy spory problem, jak spory to wolę nawet nie szacować. Jeszcze inaczej jest, gdy muzułmanką jest np. Egipcjanka, a narzeczony to Polak-katolik i pobierają się w Polsce. Czy ona może taki ślub potem zalegalizować w swoim kraju? Ponadto sądzę, że taki mieszany ślub tam na miejscu jest w ogóle niemożliwy, a miejscowym kobietom rzadko przychodzi do głowy. Zakazana miłość... Piękny temat na książkę-rzekę.

Podsumowując, nie ma co za bardzo się rozwodzić nad tym, czy taki ślub dla Polaków jest możliwy czy nie, bo w Polsce jest możliwy i koniec. Tak samo jak możliwe jest ochrzczenie muzułmanina i dziecka muzułmanina, jeśli tylko znajdzie się ksiądz, który wyrazi na to zgodę, a sam zainteresowany będzie, no, zainteresowany. Są ludzie, którzy to robią. Nie ma też co oceniać innych osób, każdy podejmuje swoje decyzje samodzielnie i powinien to robić w zgodzie z własnym sumieniem. Katolik, który odszedł od swojego Kościoła, też będzie się smażył w ogniu piekielnym.

środa, 25 maja 2016

Cztery żony i ubrania na czarno od stóp do głów. Taką przyszłość wróżyło się w Polsce kobietom wiążącym się z muzułmaninem, nieważne, Polkom czy nie-Polkom. Dzisiaj, obecnie, wydaje mi się, że jednak jakaś światłość zeszła na Polaków i zaczęli trochę więcej myśleć, zanim wydadzą taką opinię. Islam jest popularnym, medialnym wręcz tematem, więc i rośnie wiedza na jego temat.

Ale jest niezbywalnym faktem, że muzułmanin zgodnie ze swoją religią - powtarzam, religią - może ożenić się z czterema kobietami. Niby są obostrzenia, że pierwsza żona musi zgodzić się na kolejną, wszystkie muszą mieć tyle samo kasy i świecidełek i tak dalej, ale teoria sobie, a praktyka sobie, wszystko zależy od człowieka. Chociaż, o ile mi i M. wiadomo, jak już któryś bierze sobie drugą żonę, to znaczy, że z kasą problemu raczej nie ma. Religia na to pozwala, prawo krajowe niekoniecznie. Mamy w Polsce Polaków-muzułmanów i mogą sobie co najwyżej pomarzyć o wielożeństwie albo wyjechać, droga wolna. M. nie zna osobiście nikogo, kto ma więcej niż jedną żonę. U niego się to potępia. Mniejsza o to, chciałabym powiedzieć teraz o czymś innym.

Trafiam czasem na blogi albo wypowiedzi w internecie kobiet, Polek, które prowadzą dyskusje na temat wielożeństwa. Nie wiem, jakiego bywają wyznania, ale powiem szczerze, czarno na białym. We mnie jest zdecydowany sprzeciw wobec posiadania kilku żon. Nie chodzi o to, że będę walczyć z milionami ludzi i ich przekonaniami. Chodzi mi o to, że my Polki, Europejki, w większości byłyśmy wychowane inaczej. Rodzina, małżeństwo czy związek partnerski to miłość dwóch osób. Co dom, to inny dramat, rozwody, zdrady i tak dalej. Ale zdrada ogólnie jest obiektem potępienia. Prowadzenie równoległego życia też. Nikt tego nie popiera, mało kto sam by się na to zdecydował na progu dorosłości. Wszystko jest ok, jeśli wszyscy uczestnicy układu akceptują taki stan rzeczy. A jak tam, akceptujecie zdradę partnera? Spoko jest?

Dlatego jak czytam, że Polka pisząca pięknie po polsku, w naszym ojczystym języku, wypowiada się, że podoba jej się idea wielożeństwa, bo to daje więcej uprawnień kobiecie, dba o kobietę, że kochanka jest nikim a druga żona jest kimś, to mnie no... kurwica bierze. Chyba mam jakieś ograniczone horyzonty. Może jestem za mało nowoczesna.

Czy można godzić się na coś, co uderza w fundamenty naszej wiedzy o społeczeństwie, o życiu rodzinnym? Nie mówię, że nasze zasady społeczne i kulturowe są jedyne słuszne. Każda nacja ma swoje, ale u nas wielożeństwa NIE MA - nie ma, że facet może mieć kilka żon i sobie otwarcie przed każdą z nich oświadczać, że kocha je wszystkie tak samo. Bo tam bardzo o tę otwartość chodzi, właśnie w kontekście religijnym. Tam nie ma miejsca na sekrety, małżeństwo nie jest tajemnicą.

Jako ograniczona światopoglądowo Europejka wolę, by facet przynajmniej miał problem na głowie, jak tu ukryć romans. Bo jak by przyszedł do mnie i powiedział spokojnie, że coś czuje do tej drugiej i chce być z nami obiema naraz, to tylko w pysk dać. Been there, done that, wcale nie z M.

Tym bardziej mnie dziwi, gdy takie opinie wydają żony muzułmanów, żony nie-muzułmanki. Czy aż tak wtopiły się w tę arabską kulturę, że nie widziałyby problemu w równoległym małżeństwie własnego męża? Bo w taką możliwość wierzą miliony ludzi na całym świecie? Zanim się coś powie, zwłaszcza, jak się jest taką właśnie "pierwszą" żoną, należałoby przemyśleć, co się stanie, jak Twój któregoś dnia Ci powie, że ma pomysł na kolejny ślub, nie z Tobą. Spróbuj sobie wyobrazić, jak to jest, gdy Twój ukochany oświadcza oficjalnie, że ma ochotę na kogoś innego. Że przecież ma prawo! Czemu tak posmutniałaś? Przecież Cię nie zostawię, będę kochać Was obie.

Nie potępiam innych kultur, niech sobie żyją jak im się podoba, po prostu dla mnie samej jest to niewyobrażalne. I szczerze nie rozumiem, jak kobieta wychowana w Polsce mogłaby mieć luz w sytuacji chęci jej mężczyzny na równoległe życie. Dla mnie to zdrada, nie znajduję innego słowa.

środa, 18 maja 2016

Pytacie czasem, jak to jest żyć na co dzień w związku z muzułmaninem. Chcecie wiedzieć, czy to, co mówią, to prawda. Czy jest się czego obawiać i jak wychwycić sygnały ostrzegawcze. Albo czy jego religia tak strasznie determinuje jego życie.

To jest oczywiście temat rzeka, dzisiaj zresztą bardzo modny. Dobrze się składa, że my akurat możemy się w tym temacie wypowiadać, bo mamy o czym :). Jeśli nam się chce, w sensie. Na blogu mi się chce, bo zaglądają tu osoby szukające konkretnych i prawdziwych informacji. A nie tylko wody na młyn :).

Każdą rozmowę lub rozważania na temat międzyreligijnego, konkretnie katolicko-muzułmańskiego związku należałoby zacząć od ustalenia paru faktów. Na dzisiaj wybieram te dwa:

1. W przypadku obu religii Bóg jest ten sam, tylko inaczej to słowo brzmi w języku polskim i arabskim. Według islamu nie ma boga nad Allaha. Brzmi znajomo?

2. Nie każdy muzułmanin i nie każdy katolik żyje w zgodzie ze swoją religią lub według jej zasad.

Szczególnie interesujący i zabawny jest ten ostatni fakt. Zabawny dlatego, że tak wygodnie się o nim zapomina. A więc przejdźmy do meritum :).

Jak ktoś nie ma większego pojęcia o islamie, bo np. nie miał okazji się nigdzie dowiedzieć, albo w ogóle go to nie interesowało, to myśli, że każdy muzułmanin jest mega wierzący i jest praktykującym betonem. A to nieprawda, tak samo jak nie każdy katolik jest mega wierzący i betonowy.

Nie każdy muzułmanin modli się lub chodzi modlić się do meczetu pięć razy dziennie, tak jak nie każdy katolik chodzi co niedzielę do kościoła. To raz. Nie każdy muzułmanin rezygnuje z picia lub popijania alkoholu oraz nie każdy muzułmanin zachowuje przedmałżeńską czystość. To samo dotyczy katolików, to dwa. Nie każdy muzułmanin regularnie lub chociażby raz w roku pomaga biednym, tak jak nie każdy katolik przestrzega przykazania „nie kradnij”. Nie każdy muzułmanin przestrzega postu w czasie Ramadanu, tak samo jak nie każdy katolik pości w piątki. Wymieniać dalej?

Ja na co dzień, można powiedzieć, prawie nie pamiętam, że M. nie jest katolikiem, tylko muzułmaninem. Nie jest jakoś szczególnie religijny, chociaż czasem się modli. Nie widuję tego za bardzo na co dzień. Rok temu na urodziny dałam mu nawet dywanik taki tylko dla niego :).

Rzeczywiście nie je wieprzowiny. Mówiłam mu, że w Polsce jest dobra, że można znaleźć dobrą jakościowo itd. Jest zdecydowanie na nie :). Alkohol pije od wielkiego dzwonu. Raczej piwo lub szampana. Wino wtedy, gdy gorzej się czuje i chce się „odczulić”. Nie upija się po jednym kieliszku, uprzedzając pytania :). W moim domu nie ma mocniejszych alkoholi, więc i nie ma tematu.

W czasie Ramadanu w Polsce nie pości. Były już dwa, za każdym razem nie pościł. Nasz ślub rok temu był w czasie Ramadanu. Jego przyjaciel, który był na kolacji weselnej, czekał do 21 żeby móc coś zjeść. M. nie przestrzegał postu. Zobaczymy, jak będzie w tym roku :).

Popiera pomysł porządkowania domu raz na jakiś czas, by oddać niepotrzebne rzeczy potrzebującym. Ale sam tego specjalnie nie inicjuje. To tak a propo jednego z pięciu filarów ich wiary. Jałmużna i pomoc biednym jest obowiązkiem muzułmanów. Jednym z miliarda, których nie przestrzegają.

Co do sławnego zamykania kobiet w piwnicach itp. Stosunek mężczyzny do kobiety jest chyba w dużej mierze uwarunkowany kulturowo, nie wiem czy aż tak religijnie. Jak na razie uważam, co potwierdzają znajome w polsko-arabskim związkach, że arabski partner bardzo dba o swoją kobietę. Nosi na rękach, dmucha na zimne, zamiata pyłki spod nóg, można powiedzieć. Chociaż z tym noszeniem na rękach to bardziej przed ślubem niż po ;). Tak serio, to myślę, że oni są tak po prostu wychowani. Chociaż mój M. nie jest jakimś wielkim rycerzem, to jednak jest opiekuńczy i odpowiedzialny w małżeństwie. Mimo to nadal czuję, że jesteśmy partnerami. Czasem trochę „walczymy”, ale to już kwestia charakterów. Tutaj akurat nie dobrały się dwa łatwe :).

Partnerstwo w mieszanym związku jest inne, niż w polsko-polskim. Mogę sobie pozwolić czasem na odpuszczenie czegoś i zwalenie tego na M., bo w końcu jestem kobietą. Na przykład, żeby on coś za mnie zrobił w domu, na mieście itd. M. przejmuje wtedy stery. W poprzednim związku owszem, byłam partnerką. Najbardziej to czułam wtedy, gdy musiałam godzić się na luzacko-kumpelskie podejście do przyszłości, teraźniejszości i w ogóle mojej osoby. Że przecież wszystko jest dobrze i nie trzeba się o cokolwiek starać ani nic planować :). No żeszzzzz.

Temat rzeka się nie kończy, jeszcze tu wrócimy.

czwartek, 05 maja 2016

O tym chyba jeszcze nie było. Od prawie dwóch lat mój M. mieszka w Polsce, ale kontaktu z polską kuchnią zbyt wiele nie ma. Nie lubię polskiej kuchni, w moim domu nikt tego nie robi i nie je (kiedyś robiła babcia, ale nawet jej już się odechciało). Taka prawdziwa, tradycyjna polska kuchnia jest szczególnie kłopotliwa dla muzułmanina - gdzie nie spojrzysz mięcho. Bo akurat serwowanie zepsutego jedzenia mamy z Egiptem wspólne :).

Powiem nieskromnie, że my z M. prowadzimy ogólnie bardzo dobrą i zdrową kuchnię. Przy nim nauczyłam się gotować, nadal się uczę, dzięki niemu pokochałam ryby i oswoiłam się z mocnymi przyprawami. Kiedyś wszystko było bez smaku, teraz wszystko MA smak! Bardzo dużo gotujemy w domu, mamy swoje małe kuchenne tradycje, które uwielbiam. Raczej nie chodzimy do knajp. Jeśli już, to do fast-foodów. Może czasem tęskni się za glutaminianem sodu :). No i szczerze, jak już, to raczej nie zamawiam ryb w restauracjach. Już dawno przehandlowałam knajpowe jedzenie za cappuccino z bezą w mojej ulubionej kawiarence w naszej dzielnicy :).

Tak sobie myślę o polskim jedzeniu i dochodzę do wniosku, że współczesna Polska trochę się wstydzi swojej ciężkiej kuchni. Pewnie znajdziemy gdzieś doskonałe restauracje z tradycyjną polską kuchnią, ale większość nowych knajpek dla zwykłych ludzi oferuje zupełnie inne dania. Mix wszystkiego, co się dało pożyczyć z południa i zachodu. Ani krzty w tym polskości. Dla mnie nie ma w tym nic złego, bo nie lubię płynących tłuszczem mięsiw.

Ale popatrzmy na basen Morza Śródziemnego albo chociażby kraje arabskie. Oni nie zmieniają swojej kuchni aż tak. Mają od lat te same, tradycyjne dania i wszyscy je normalnie jedzą. Świeże warzywa, fasolki, pasty, owoce morza. Z prostych składników robią pyszne rzeczy. W Polsce modnie jest podawać makarony i sałatki (przepraszam - pasty i sałaty ;)) w jakichś dziwnych połączeniach z warzywami, których nie da się kupić w sklepie, albo hamburgery (sorry - BURGERY za 17 złotych) w papierku. Kto by się odważył w takim bistro zaproponować schabowego.

Być może też nie mam porównania, jak to wygląda na co dzień w Polsce. Przecież nie siedzę z nosem w cudzych talerzach :). Czy Polacy generalnie nadal preferują kotlety z kapustą zasmażaną i zupę ogórkową, zamiast kurczaka z grilla z ryżem i warzywami z wody? Na własnym podwórku przede wszystkim cieszę się, że sama wolę lekką i kolorową kuchnię, zamiast polskiej. Dobrze się złożyło. Dla dobra mojego małżeństwa :).

piątek, 29 kwietnia 2016

Są różne sytuacje w życiu, ważne i mniej ważne, gdy szukamy informacji i odpowiedzi na pytania w Internecie. Umówmy się, Internet to pierwsze źródło informacji dla większości osób, chyba tylko nie dla mojej babci. W moim przypadku z takich czasów najnowszych poszukiwałam w sieci informacji o międzykulturowych związkach, kwestiach proceduralnych i legalizacji pobytu cudzoziemca w Polsce, a ostatnio szukam informacji o psach :). Różne sfery, kompletnie różna tematyka i inny zasięg społeczny - a rezultaty poszukiwań identyczne, no ludzie kochani.

Powiedzmy, że jesteś początkujący w temacie. Skąd mam wiedzieć, jak Egipcjanin wyrabia sobie wizę, skoro nigdy wcześniej nie znałam Egipcjanina mieszkającego w Polsce? Albo skąd mam wiedzieć, jak wyglądają prawa polskiej żony w międzynarodowym małżeństwie, skoro żadnej nie znam? A więc szukam i co znajduję - aż odechciewa się zadawania pytań na tych wszystkich forach.

Jeśli czegoś nie wiesz i zadajesz pytanie - aby się dowiedzieć od użytkowników forum, bo skoro się wypowiadają w temacie to może coś o nim wiedzą - zostaniesz objechana za brak wiedzy. Opcje są dwie:

Gdy pytasz, mając już jakiś problem:
Ty głupia krowo, mądry Polak po szkodzie, trzeba było się pytać zanim to czy tamto. Kupiłaś psa w pseudohodowli to jesteś ciemną masą nakręcającą ten drański rynek. Poziom ignorancji mnie przerasta!!!111 (odpowiedzi na zadane pytanie brak)

Gdy pytasz, bo planujesz coś zrobić i chcesz się dowiedzieć więcej:
Ty głupia krowo, za co ty się w ogóle zabierasz, jak ch*j o tym wiesz, tacy jak ty lepiej niech nigdy nie mają psa, a jak już kupisz to potem dziękuj tylko sobie!!!111 (odpowiedzi na zadane pytanie brak)

Chyba ideą tych forów nie jest odstraszanie nowych osób, które chciałyby się czegoś dowiedzieć? Po co w ogóle otwierać a potem prowadzić takie strony dla niby-znawców, skoro pojawiają się tego typu reakcje na pytania osób z zewnątrz? Wymieniamy się doświadczeniami ku chwale ojczyzny, czy leczymy kompleksy niewiedzą innych? Tu jest Polska, więc pewnie leczymy kompleksy.

Gdy swojego czasu szukałam informacji o związkach PL-EG, nie napisałam ani jednego postu na żadnym forum. Pokłady zawiści, nieżyczliwości i agresji, które znajdywałam na niemal każdej stronie internetowej, skutecznie mnie od tego odwiodły. Szkoda tym większa, że w dalszym ciągu jest mało doświadczonych w temacie osób. Jak już ktoś pisze, to najchętniej ci pokrzywdzeni przez los, to naturalne. Jaki jest efekt? Same połamane serca i w ogóle nigdy nie wchodź w żaden związek z Arabem. Między innymi dlatego założyłam tego bloga, bo brakowało mi normalnego miejsca na wymianę doświadczeń i źródła jakiejś wiedzy.

Gdyby internauci byli bardziej chętni do pomocy, bardziej otwarci i z większym zrozumieniem dla cudzej niewiedzy lub brak doświadczenia... Zadawanie pytań to już połowa drogi, skąd takie agresywne reakcje? To lepiej nie pytać i dalej nie wiedzieć?

Aktualnie szukam informacji o psach, wychowywaniu psów i tak dalej, temat rzeka od morza aż po Tatry, miałam nadzieję na praktyczne wskazówki wynikające z doświadczeń innych właścicieli. Niestety myliłam się, takie poszukiwania nie mają sensu. Lepiej czytać artykuły, z nadzieją, że zostały napisane przez kogoś, kto się zna.

Takie przedweekendowe rozważania o Polsce :).