Polka w związku z Egipcjaninem.
Lama la - dlaczego nie?
Codzienność, problemy, dobre rady.
I garść dowodów, że warto.
lamala@interia.eu

związek z muzułmaninem

środa, 08 czerwca 2016

Jest pewna kwestia religijna, która ostatnio daje mi dużo do myślenia, chociaż mnie absolutnie nie dotyczy. Co jakiś czas pojawia się w Internecie to samo pytanie, a mianowicie - czy muzułmanka może poślubić innowiercę?

Poniżej takiego pytania zazwyczaj pojawia się walka na noże i wyśmiewanie od głupich krów i niedoinformowanych. A najlepsze są te internautki (bo faceci się nie wypowiadają, pewnie ich to niespecjalnie obchodzi), które upierają się przy swoich niekoniecznie słusznych racjach.

Chciałabym poruszyć to zagadnienie na moim blogu, z nadzieją, że znajdzie się ktoś naprawdę kompetentny w temacie i rozwieje kobiece wątpliwości. Jak ktoś zadaje na forum takie pytanie, to raczej nie jest partnerem typowego Araba z Sharmu, bo typowy Arab z Sharmu to muzułmanin, a typowa Polka w Sharmie to chrześcijańska turystka (chyba, że zdążyła przejść na islam). Jest to być może jakieś krzywdzące uogólnienie, ale kto się z tym nie zgodzi, poza tym przypominam słówko "typowy".

Z punktu widzenia polskiego prawa, Urząd Stanu Cywilnego nikogo nie pyta o wyznanie. Jeśli decydujemy się na ślub cywilny, w składanych przez nas dokumentach nie ma ani słowa o religii. To oznacza, że żenić się może każdy z każdym. Pobieracie się i jesteście legalnym małżeństwem, niezależnie od Waszej wiary.

Ograniczenia stawiane ewentualnym narzeczonym są bardzo klarownie opisane w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (Ustawa z 1964 roku), a są one w skrócie takie (jakby ktoś po ponad 50 latach funkcjonowania tego prawa nadal miał wątpliwości):

- trzeba mieć 18 lat, lub 16 i zgodę opiekunów + kilka detali związanych ze sprawą wieku

- nie można być całkowicie ubezwłasnowolnionym

- trzeba być zdrowym psychicznie, chyba że choroba nie zagraża małżeństwu i potomstwu + wyjątki

- nie można być aktualnie zamężnym/żonatym :)

- nie można zawrzeć małżeństwa z krewnymi, rodzeństwem i powinowatymi w linii prostej (ci ostatni to np. teściowa i obowiązuje to nawet po rozwodzie, chyba, że Sąd wyrazi zgodę)

- nie pobiorą się przysposabiający i przysposobieni

Jak widać, polskie prawo nie stawia ograniczeń religijnych. Kościół Katolicki pewnie stawia swoje, ale to już inne przepisy :).

Prawna możliwość to jedno, a życie religijne i czystość sumienia to drugie. Zgodnie z islamem muzułmanka nie może wyjść za innowiercę, bo dziecko dziedziczy religię po ojcu. Nie traćmy owieczek, zyskujmy je za to. Islam nie jest tu jedyny, na ślubie katolickim składa się oświadczenie, że dzieci będą katolikami oraz będą wychowywane w wierze katolickiej. Ciekawam, ile par wywiązuje się z drugiego obowiązku, pod którym się podpisali.

Wychodząc za chrześcijanina w Polsce, muzułmanka łamie zasadę swojego wyznania, ponosząc religijne konsekwencje, a może nawet społeczne? Nie jestem na tyle znawcą tematu, aby powiedzieć, jakie to dokładnie konsekwencje. Prościej jest mi porównać to do własnego podwórka. Jeśli dwóch katolików pobiera się cywilnie, nie kościelnie, to pakują się w życie w grzechu aż po grób, chyba że jednak po drodze pobiorą się kościelnie. O tych, co żyją bez ślubu, to szkoda gadać drogi panie.

Schody zaczynają się, jeśli taka mieszana para chce się pobrać w Polsce, a potem zamieszkać w kraju muzułmańskim. Przypuszczam, że kobieta-muzułmanka ma wtedy spory problem, jak spory to wolę nawet nie szacować. Jeszcze inaczej jest, gdy muzułmanką jest np. Egipcjanka, a narzeczony to Polak-katolik i pobierają się w Polsce. Czy ona może taki ślub potem zalegalizować w swoim kraju? Ponadto sądzę, że taki mieszany ślub tam na miejscu jest w ogóle niemożliwy, a miejscowym kobietom rzadko przychodzi do głowy. Zakazana miłość... Piękny temat na książkę-rzekę.

Podsumowując, nie ma co za bardzo się rozwodzić nad tym, czy taki ślub dla Polaków jest możliwy czy nie, bo w Polsce jest możliwy i koniec. Tak samo jak możliwe jest ochrzczenie muzułmanina i dziecka muzułmanina, jeśli tylko znajdzie się ksiądz, który wyrazi na to zgodę, a sam zainteresowany będzie, no, zainteresowany. Są ludzie, którzy to robią. Nie ma też co oceniać innych osób, każdy podejmuje swoje decyzje samodzielnie i powinien to robić w zgodzie z własnym sumieniem. Katolik, który odszedł od swojego Kościoła, też będzie się smażył w ogniu piekielnym.

środa, 25 maja 2016

Cztery żony i ubrania na czarno od stóp do głów. Taką przyszłość wróżyło się w Polsce kobietom wiążącym się z muzułmaninem, nieważne, Polkom czy nie-Polkom. Dzisiaj, obecnie, wydaje mi się, że jednak jakaś światłość zeszła na Polaków i zaczęli trochę więcej myśleć, zanim wydadzą taką opinię. Islam jest popularnym, medialnym wręcz tematem, więc i rośnie wiedza na jego temat.

Ale jest niezbywalnym faktem, że muzułmanin zgodnie ze swoją religią - powtarzam, religią - może ożenić się z czterema kobietami. Niby są obostrzenia, że pierwsza żona musi zgodzić się na kolejną, wszystkie muszą mieć tyle samo kasy i świecidełek i tak dalej, ale teoria sobie, a praktyka sobie, wszystko zależy od człowieka. Chociaż, o ile mi i M. wiadomo, jak już któryś bierze sobie drugą żonę, to znaczy, że z kasą problemu raczej nie ma. Religia na to pozwala, prawo krajowe niekoniecznie. Mamy w Polsce Polaków-muzułmanów i mogą sobie co najwyżej pomarzyć o wielożeństwie albo wyjechać, droga wolna. M. nie zna osobiście nikogo, kto ma więcej niż jedną żonę. U niego się to potępia. Mniejsza o to, chciałabym powiedzieć teraz o czymś innym.

Trafiam czasem na blogi albo wypowiedzi w internecie kobiet, Polek, które prowadzą dyskusje na temat wielożeństwa. Nie wiem, jakiego bywają wyznania, ale powiem szczerze, czarno na białym. We mnie jest zdecydowany sprzeciw wobec posiadania kilku żon. Nie chodzi o to, że będę walczyć z milionami ludzi i ich przekonaniami. Chodzi mi o to, że my Polki, Europejki, w większości byłyśmy wychowane inaczej. Rodzina, małżeństwo czy związek partnerski to miłość dwóch osób. Co dom, to inny dramat, rozwody, zdrady i tak dalej. Ale zdrada ogólnie jest obiektem potępienia. Prowadzenie równoległego życia też. Nikt tego nie popiera, mało kto sam by się na to zdecydował na progu dorosłości. Wszystko jest ok, jeśli wszyscy uczestnicy układu akceptują taki stan rzeczy. A jak tam, akceptujecie zdradę partnera? Spoko jest?

Dlatego jak czytam, że Polka pisząca pięknie po polsku, w naszym ojczystym języku, wypowiada się, że podoba jej się idea wielożeństwa, bo to daje więcej uprawnień kobiecie, dba o kobietę, że kochanka jest nikim a druga żona jest kimś, to mnie no... kurwica bierze. Chyba mam jakieś ograniczone horyzonty. Może jestem za mało nowoczesna.

Czy można godzić się na coś, co uderza w fundamenty naszej wiedzy o społeczeństwie, o życiu rodzinnym? Nie mówię, że nasze zasady społeczne i kulturowe są jedyne słuszne. Każda nacja ma swoje, ale u nas wielożeństwa NIE MA - nie ma, że facet może mieć kilka żon i sobie otwarcie przed każdą z nich oświadczać, że kocha je wszystkie tak samo. Bo tam bardzo o tę otwartość chodzi, właśnie w kontekście religijnym. Tam nie ma miejsca na sekrety, małżeństwo nie jest tajemnicą.

Jako ograniczona światopoglądowo Europejka wolę, by facet przynajmniej miał problem na głowie, jak tu ukryć romans. Bo jak by przyszedł do mnie i powiedział spokojnie, że coś czuje do tej drugiej i chce być z nami obiema naraz, to tylko w pysk dać. Been there, done that, wcale nie z M.

Tym bardziej mnie dziwi, gdy takie opinie wydają żony muzułmanów, żony nie-muzułmanki. Czy aż tak wtopiły się w tę arabską kulturę, że nie widziałyby problemu w równoległym małżeństwie własnego męża? Bo w taką możliwość wierzą miliony ludzi na całym świecie? Zanim się coś powie, zwłaszcza, jak się jest taką właśnie "pierwszą" żoną, należałoby przemyśleć, co się stanie, jak Twój któregoś dnia Ci powie, że ma pomysł na kolejny ślub, nie z Tobą. Spróbuj sobie wyobrazić, jak to jest, gdy Twój ukochany oświadcza oficjalnie, że ma ochotę na kogoś innego. Że przecież ma prawo! Czemu tak posmutniałaś? Przecież Cię nie zostawię, będę kochać Was obie.

Nie potępiam innych kultur, niech sobie żyją jak im się podoba, po prostu dla mnie samej jest to niewyobrażalne. I szczerze nie rozumiem, jak kobieta wychowana w Polsce mogłaby mieć luz w sytuacji chęci jej mężczyzny na równoległe życie. Dla mnie to zdrada, nie znajduję innego słowa.

środa, 18 maja 2016

Pytacie czasem, jak to jest żyć na co dzień w związku z muzułmaninem. Chcecie wiedzieć, czy to, co mówią, to prawda. Czy jest się czego obawiać i jak wychwycić sygnały ostrzegawcze. Albo czy jego religia tak strasznie determinuje jego życie.

To jest oczywiście temat rzeka, dzisiaj zresztą bardzo modny. Dobrze się składa, że my akurat możemy się w tym temacie wypowiadać, bo mamy o czym :). Jeśli nam się chce, w sensie. Na blogu mi się chce, bo zaglądają tu osoby szukające konkretnych i prawdziwych informacji. A nie tylko wody na młyn :).

Każdą rozmowę lub rozważania na temat międzyreligijnego, konkretnie katolicko-muzułmańskiego związku należałoby zacząć od ustalenia paru faktów. Na dzisiaj wybieram te dwa:

1. W przypadku obu religii Bóg jest ten sam, tylko inaczej to słowo brzmi w języku polskim i arabskim. Według islamu nie ma boga nad Allaha. Brzmi znajomo?

2. Nie każdy muzułmanin i nie każdy katolik żyje w zgodzie ze swoją religią lub według jej zasad.

Szczególnie interesujący i zabawny jest ten ostatni fakt. Zabawny dlatego, że tak wygodnie się o nim zapomina. A więc przejdźmy do meritum :).

Jak ktoś nie ma większego pojęcia o islamie, bo np. nie miał okazji się nigdzie dowiedzieć, albo w ogóle go to nie interesowało, to myśli, że każdy muzułmanin jest mega wierzący i jest praktykującym betonem. A to nieprawda, tak samo jak nie każdy katolik jest mega wierzący i betonowy.

Nie każdy muzułmanin modli się lub chodzi modlić się do meczetu pięć razy dziennie, tak jak nie każdy katolik chodzi co niedzielę do kościoła. To raz. Nie każdy muzułmanin rezygnuje z picia lub popijania alkoholu oraz nie każdy muzułmanin zachowuje przedmałżeńską czystość. To samo dotyczy katolików, to dwa. Nie każdy muzułmanin regularnie lub chociażby raz w roku pomaga biednym, tak jak nie każdy katolik przestrzega przykazania „nie kradnij”. Nie każdy muzułmanin przestrzega postu w czasie Ramadanu, tak samo jak nie każdy katolik pości w piątki. Wymieniać dalej?

Ja na co dzień, można powiedzieć, prawie nie pamiętam, że M. nie jest katolikiem, tylko muzułmaninem. Nie jest jakoś szczególnie religijny, chociaż czasem się modli. Nie widuję tego za bardzo na co dzień. Rok temu na urodziny dałam mu nawet dywanik taki tylko dla niego :).

Rzeczywiście nie je wieprzowiny. Mówiłam mu, że w Polsce jest dobra, że można znaleźć dobrą jakościowo itd. Jest zdecydowanie na nie :). Alkohol pije od wielkiego dzwonu. Raczej piwo lub szampana. Wino wtedy, gdy gorzej się czuje i chce się „odczulić”. Nie upija się po jednym kieliszku, uprzedzając pytania :). W moim domu nie ma mocniejszych alkoholi, więc i nie ma tematu.

W czasie Ramadanu w Polsce nie pości. Były już dwa, za każdym razem nie pościł. Nasz ślub rok temu był w czasie Ramadanu. Jego przyjaciel, który był na kolacji weselnej, czekał do 21 żeby móc coś zjeść. M. nie przestrzegał postu. Zobaczymy, jak będzie w tym roku :).

Popiera pomysł porządkowania domu raz na jakiś czas, by oddać niepotrzebne rzeczy potrzebującym. Ale sam tego specjalnie nie inicjuje. To tak a propo jednego z pięciu filarów ich wiary. Jałmużna i pomoc biednym jest obowiązkiem muzułmanów. Jednym z miliarda, których nie przestrzegają.

Co do sławnego zamykania kobiet w piwnicach itp. Stosunek mężczyzny do kobiety jest chyba w dużej mierze uwarunkowany kulturowo, nie wiem czy aż tak religijnie. Jak na razie uważam, co potwierdzają znajome w polsko-arabskim związkach, że arabski partner bardzo dba o swoją kobietę. Nosi na rękach, dmucha na zimne, zamiata pyłki spod nóg, można powiedzieć. Chociaż z tym noszeniem na rękach to bardziej przed ślubem niż po ;). Tak serio, to myślę, że oni są tak po prostu wychowani. Chociaż mój M. nie jest jakimś wielkim rycerzem, to jednak jest opiekuńczy i odpowiedzialny w małżeństwie. Mimo to nadal czuję, że jesteśmy partnerami. Czasem trochę „walczymy”, ale to już kwestia charakterów. Tutaj akurat nie dobrały się dwa łatwe :).

Partnerstwo w mieszanym związku jest inne, niż w polsko-polskim. Mogę sobie pozwolić czasem na odpuszczenie czegoś i zwalenie tego na M., bo w końcu jestem kobietą. Na przykład, żeby on coś za mnie zrobił w domu, na mieście itd. M. przejmuje wtedy stery. W poprzednim związku owszem, byłam partnerką. Najbardziej to czułam wtedy, gdy musiałam godzić się na luzacko-kumpelskie podejście do przyszłości, teraźniejszości i w ogóle mojej osoby. Że przecież wszystko jest dobrze i nie trzeba się o cokolwiek starać ani nic planować :). No żeszzzzz.

Temat rzeka się nie kończy, jeszcze tu wrócimy.

sobota, 26 września 2015

Od dwóch tygodni jesteśmy już w nowym mieszkaniu. Odsetek kartonów powoli maleje, a teraz mamy już nawet internet, więc mogę dać znak życia ;). Urządzanie domu podobno trwa latami. My nie mieliśmy dużo rzeczy, więc mamy dużo miejsca, taka reguła. Mamy też dziwnych sąsiadów, którzy lubią przed pracą i po niej słuchać przeładowanej basami muzyki. Jeden wczoraj wywiesił flagę Polski Walczącej, czy nie wiem o jakimś święcie? Bo chyba nie ma to nic wspólnego z dzisiejszymi kolejnymi żenującymi ogólnopolskimi manifestacjami przeciwko imigrantom? Flaga zacna powiewa w deszczu na balkonie, tuż obok naszego.

M. jest przeciwko imigrantom. No pięknie, nie lubi swoich ziomków. Jego zdaniem większość uchodźców to nie uchodźcy, tylko emigranci ekonomiczni, więc jest w tej opinii bardzo polski. Powiedział, że zna Arabów i wie, że oni chcą przede wszystkim kasy i socjalu. Zna Arabów, nie da się ukryć, ale zaskoczył mnie swoją postawą. Zapytałam go, czy on sam nie czuje się imigrantem ekonomicznym. Nieee, a skąd! U nas była inna sytuacja, ja przyjechałem do mojej narzeczonej, aby założyć rodzinę! Myślałam, że będzie za tym, aby więcej osób reprezentujących jego kulturę pojawiło się w Europie. A tu wcale nie.

Mamy trochę uchodźców w Polsce, ale tych nowych, o których wszyscy mówią, jakoś na razie nie widać. Ciekawe zjawisko, swoją drogą: wirtualni uchodźcy sieją postrach wśród Polaków, narzucają szariat i hidżaby, zwalczają katolicyzm i wartości europejskie, nawet jeszcze nie postawiwszy nogi na polskiej ziemi :). To się nazywa moc!

Dzięki mojej mamie znam jedną rodzinę czeczeńską, która mieszka w Polsce od paru ładnych lat. Tu urodziły się dzieci, wszyscy mają stały pobyt. Są muzułmanami, panie chodzą w ciuchach, chociaż córki już nie (te chusty to obecnie palący temat, punkt programu i gwóźdź do trumny polskiej wolności, przecież). No i ci Czeczeni właśnie byli jedynymi osobami, które zaoferowały nam swoją pomoc przy przeprowadzce. Był jeszcze jeden przyjaciel domu, który pomógł odłączać to czy tamto, no i panowie od przeprowadzki, którzy wystawiają faktury (żeby nie było, że wszystko swoimi siłami zrobiliśmy; bez firmy przeprowadzkowej nie da się tego zrobić). Czołowi wrogowie polskiego ładu i wywalczonej latami emancypacji kobiet, muzułmanie, bardzo nam pomogli w ostatnim czasie i zrobili to bezinteresownie. Ale przecież najważniejsze dla nich, by kobiety nie nosiły krótkich spódniczek i żeby nie sprzedawano alkoholu! ;)

Btw. Skoro każdy jeden uchodźca jest emigrantem ekonomicznym i chce tylko niemieckich pieniędzy, to przecież dzień-dwa i już go u nas nie będzie. Warto tak maszerować w te i wewte?

niedziela, 08 marca 2015

Byliśmy wczoraj w cerkwi na chrzcie dziecka przyjaciół. To taka przyszywana rodzina bardziej. Wcześniej widziałam tylko jeden chrzest w życiu, i to chrzest dorosłego. Był to również chrzest prawosławny. Nie mam porównania z katolickim obrządkiem, mimo że sama jestem katoliczką jak ustawa przykazała. Wczorajsze nabożeństwo bardzo mi się podobało. A co na to M.?

Szczerze mówiąc, był trochę jak turysta :). Wszystko odbywało się po polsku, ale nie miał szans, by cokolwiek zrozumieć. Przyglądał się tylko, tak jak my wszyscy, jak krok po kroku wygląda ceremonia chrztu. Po chrzcie był obiad dla rodziny i wywiązały się rozmowy w kuluarach. Ksiądz, który był jednocześnie ojcem chrzestnym, prawosławny rzecz jasna, wyraził opinię, że chrzest polega na obmyciu, więc musi być ten pełny kontakt z wodą. "Jakieś tam polanie nie wystarczy". Większość nas przy stole była katolikami i byliśmy kiedyś prawdopodobnie właśnie polani, ale co tam. Przetłumaczyłam po cichu M., o co biega, a on również po cichu wyraził swoją, powiedzmy, dezaprobatę. Dziecko rodzi się czyste. Po co je obmywać z czegokolwiek? No tak... W sumie.

Nie wiem, jaką religię będą miały nasze dzieci. Z natury będą gdzieś tam po środku, ale czy przyjmą chrześcijaństwo? Czy pozostaną z tym nadanym z urodzenia islamem? Ja się nie będę przy niczym upierać, bo nie jestem związana z moim kościołem, prędzej z cerkwią, a M. mówi, że wszystko robimy tak, jak ja chcę i tutaj też tak będzie.

Może lepiej, żeby dziecko miało w ogóle jakąś religię? Ja niby mam, ale co to za religia w moim wykonaniu? Wiem, że M. jest w stanie przekazać więcej religijnych wartości, niż większość znanych mi osób. Nie popyla pięć razy dziennie do meczetu, jak to się mawia o każdym jednym muzułmaninie, ale ma w sobie wiarę i kręgosłup moralny. Co z tego będzie, zobaczymy. Zależy, jakie będą czasy.

czwartek, 22 maja 2014

Od czego zacząć? Może zacznę od tego, że gdy byłam młodsza i niespecjalnie interesowałam się innymi kulturami, myślałam, że muzułmanki pozawijane w długie szaty to efekt nieograniczonej władzy mężczyzn. Że mąż Ci każe. Miałam koleżankę w podstawówce, z którą straciłam kontakt, ale jakimiś pokrętnymi drogami dowiedziałam się, że w liceum przeszła na islam. Z własnej chęci, bo nie miała chłopaka, rodzice katolicy, typowa polska rodzina, zresztą po przekątnej od mojego okna. Myślałam sobie wtedy - z własnej niczym nieprzymuszonej woli zawijać się w ciuchy??? I chyba na tym kończyła się moja dojrzała ocena sytuacji. Potem na Facebooku mignęły mi jej zdjęcia. Mieszka gdzieś w Wielkiej Brytanii, ma chłopaka i dziecko, "ciuchów" nie nosi.

Muzułmanki zakrywają swoje ciało, bo jest to zgodne z Koranem. W każdym razie częściowo zgodne. Sporo kobiet zakrywa też twarz, na widok czego w dalszym ciągu ogarnia mnie trwoga, a jeszcze jak dziewczyna się odezwie, to jej przytłumiony głos dochodzi do ciebie jak zza światów. Dla mnie to niefajny widok, ale one też mają święty spokój, bo zasłona jest ich barierą przed światem, w którym wszyscy inni pracują lub działają za nie. Ale nie wszystkie dziewczyny zakrywają twarz. Co odważniejsze chowają tylko włosy, a część ubiera się jak my, po europejsku, bez zakrywania się.

Pamiętam, że moje pierwsze pytanie do M. (no, może po standardach w stylu - jak masz na imię? ile masz lat? gdzie mieszkasz? i gdy już się okazało, że kolega zainteresowany) brzmiało: ale ty będziesz miał cztery żony? Drugie zaś pytanie to: każesz mi nosić ciuchy na głowie???

Aby rozwiać Wasze wątpliwości, zakrywają się muzułmanki. Nie jesteś muzułmanką - nie robisz tego. Oni się z tego tak samo śmieją, jak my z niemieckich turystów, którzy w każdym zakątku świata kupują lokalne pamiątki i próbują upodobnić się do miejscowych, albo jak z globtroterów, którzy w Indiach sami malują sobie kropki na czole i zakładają rzemyki, bo szukają siebie i znaleźli (na Facebooku).

Cóż, ja myślałam, że arabski facet każe arabskiej kobiecie zakrywać ciało, a okazuje się, że to kwestia wyboru jej, a nie jego. Nie wiem, czy tak jest zawsze. Ale tak jest zgodnie z religią. Pewnie to zależy też od rodziny i jej poziomu konserwatyzmu. Dziewczyny wzrastają w środowisku, gdzie starsze koleżanki chodzą poubierane. Zakrycie to dowód osiągnięcia kobiecości. Więc małe też na to czekają. My też czekałyśmy, kiedy w końcu staniemy się kobietami, co nie?

Mi się zakrywanie ciała w ogóle nie podoba, a na widok czarnych zasłon na twarzy czuję się nieswojo. Ale to ich sprawa, ich wybór, co robią. Niektóre dziewczyny chodzą porozbierane po ulicach albo pływają w stringach i topless w hotelowym basenie - też ich wybór, którego sama bym nie dokonała.

Co mnie natomiast w tym śmieszy... Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że śmieszy, ale w każdym razie BAWI... Jeśli to kwestia decyzji kobiety, czy zakryje włosy, czy twarz, czy ramiona lub nogi i tak dalej, to po jasny gwint niektóre ubierają się na czarno całe od góry do dołu, włączając w to czarne rękawiczki i czarne skarpetki? A między rękawami połyskują cyrkonie i markowe hafty? Mam wtedy ochotę powiedzieć - co Ty laska myślisz, że każdy napotkany facet, jak zobaczy Twój nadgarstek, to dostanie ataku pożądania i na miejscu Cię zgwałci? Na widok ręki? ALBO KOSTKI? Rany boskie! To ma być skromność???

Nie muszę chyba dodawać, że trzy znane mi osoby obawiają się, że M. zawinie mnie w czarne szaty (reszta zdążyła się już douczyć). Po ślubie oczywiście, bo przed ślubem mu przecież nie przeszkadza, no i nieźle gra. Pamiętam jego rozbawioną minę, gdy zadałam mu to pytanie. No ale tak to już jest - widać tyle o sobie nawzajem wiemyJeśli takie sytuacje rzeczywiście gdzieś się w Polsce zdarzają, to nie wiem, co te kobiety trzyma z tymi facetami.

niedziela, 23 marca 2014

Czyli dementujemy plotki o Egipcjanach i o nich w kontekście Polek. Na jednej notce z pewnością się nie skończy. A mówi się, że Polacy nie mają wyobraźni. Ja też tu nikogo nie usprawiedliwiam, tylko trochę sprowadzam na ziemię, cobyśmy się mogli zająć prawdziwymi problemami, a nie głupotami, błagam. Czekam na dalsze propozycje bzdur stworzonych w polskich umysłach.

1. Dziecko muzułmanina musi wyznawać islam.
Pokażcie mi przepis, który zmusi do tego rodziców. Chyba, że mówimy tu o tradycyjnym dziedziczeniu wyznania, jak np. w judaizmie, co wcale nie szkodzi przyjęciu innej religii lub ateizmowi. Rozmawiałam o tym z muzułmanami i chrześcijanami. Znam historię małżeństwa katolicko-muzułmańskiego, gdzie dzieci są katolickie. Widać da się. Poza tym nie każdy Egipcjanin marzy o tym, by jego dziecko wyznawało islam. Czasem wystarczy zapytać o to wprost, bo język służy do komunikacji. Każdy rodzic marzy przede wszystkim o tym, by jego dziecko miało szczęśliwe i bezpieczne życie, co niekoniecznie może czekać wyznawców islamu w Polsce. Pytanie tylko, czy każda parafia katolicka tak chętnie ochrzci dziecko z małżeństwa z muzułmaninem, bez ślubu kościelnego. Inna sprawa, że naturalne jest, że dziecko z mieszanego małżeństwa w naturalny sposób przejmuje trochę też tej drugiej religii, w czym, moim zdaniem, nie ma nic złego, wręcz odwrotnie. To jest bogactwo, nie problem.

2. Każdy muzułmanin będzie chciał, by jego żona zakrywała swoje ciało.
SRSLY? Koran nakazuje wprawdzie, by kobiety zachowywały swoje wdzięki dla najbliższego mężczyzny i rodziny (Sura 24, werset 31), ale nie dotyczy to chrześcijanek. I nie wszystkie muzułmanki się też do tego stosują (TAK, widziałam masę muzułmanek ubranych po europejsku i żyją). Zresztą Koran nie odnosi się do zakrywania włosów czy twarzy, tylko piersi, ale już mniejsza o to, nie spierajmy się z wielowiekową tradycją i wyrosłymi z niej zwyczajami. No i nie ma takiego prawa, które pozwoliłoby mężczyźnie decydować za żonę/partnerkę, jak ma się ubierać. W jaki sposób niby miałoby przebiegać to męskie nakazywanie zakrywania się? Facet na siłę założy Ci abaję? A potem Ty ją zdejmiesz, a on znów założy? M. trochę się dziwił moim obawom i wątpliwościom w tym zakresie, ale chyba zrozumiałe jest, że Europejczycy niespecjalnie się orientują. Takie sprawy warto dogadać na początku związku, żeby Ci facet za miesiąc nie powiedział, że ta sukienka trochę jednak za krótka jest, co spotkało moją koleżankę Ukrainkę w związku z jej facetem (co ją jedynie trochę irytowało, bo wiadomo, że niewiele ponad to znaczyło). Jak się potem okazało, koleś miał dwie dziewczyny naraz, ją i Angielkę. Ona jest obecnie szczęśliwą mężatką z innym Egipcjaninem i niech im droga usłana różami będzie.

3. Muzułmanie nigdy nie piją alkoholu.
Buahaha.

4. Muzułmanie zawsze czekają z rozpoczęciem współżycia seksualnego do ślubu.
Buahahahahaha.

5. Zakochane pary i narzeczeni w Egipcie spotykają się tylko w towarzystwie przyzwoitek.
Taak, ja też. Wiadomo, że każdy dorosły człowiek chce mieć na oku działalność swojego potomstwa. Bardzo realne w XXI wieku. Chociaż faktem jest, że zdarzają się przypadki aranżowanych małżeństw i ludzie widzą się pierwszy raz na ślubie. Jak sądzicie, jak wygląda poparcie społecznie dla takiego procederu? Tak! Oni też tego nie lubią!

6. Każdy muzułmanin modli się pięć razy dziennie, a już na pewno w piątek.
Czasem chciałabym zobaczyć to chociaż raz. Zdarza się, że widać modlących się gdzieś na ulicy pod sklepem lub koło staff house'u na terenie hotelu, ale tak to ni chuchu. Oni by jeszcze mieli znaleźć czas na bicie pokłonów w dwunastogodzinnym dniu pracy, w tygodniu bez dnia przerwy. A jak nam, bogobojnym w oczach Europy katolikom idzie chodzenie co niedziela na mszę? Tak, to jest ten moment, w którym powinno nam się zrobić głupio. Tak, właśnie teraz. Rację trzeba jednak przyznać - wielu muzułmanów modli się tylko w ich głowach i duszach, bez wizyty w meczecie i czoła na dywanie. Zdarza nam się to czasem? No, kiedy ostatni raz?

Gdyby blog był popularny, pewnie zaraz zacząłby się na mnie szturm z granatami w ręku :), ale na obronę chcę powiedzieć, że tutaj są moje opinie na podstawie moich obserwacji - i godzin, gooodzin rozmów z bardziej zainteresowanymi tematem, niż przeciętny ksenofobiczny Kowalski.